NAMYSŁY

Moher kontra popelina

Moher i popelina konkurują ze sobą nie od dzisiaj. Moher uchodził jeszcze nie tak dawno za dość luksusowy produkt, bo pozyskanie tego surowca było bardzo trudne. Jest lekki, puszysty i zachowuje połysk. Ma wadę – mechaci się. Z kolei zaletą popeliny jest jej odporność i możliwość nadawania tej tkaninie dowolnego koloru. Popelina ma jedną zasadniczą wadę – szybko gniecie się. A jednak jak się obejrzeć wokół, to zarówno moher, jak i popelina mają swoje kręgi popularności.

Moher i popelina to jednakże nie tylko część świata mody odzieżowej. To również synonimy pewnych ludzkich postaw. Jak ktoś robi byle co, mówi się, że „odstawia popelinę”. Mianem „mohera” określa się katolików, a szczególnie sympatyków Radia Maryja i Telewizji Trwam. Nota bene żywiący się medialnym budyniem w TVN24 określani są jako „lemingi”, ale to już osobny wątek. Tak sobie myślę, że określenia „popelina” i „moher” nie są całkiem niedorzeczne. Znam osoby, które same siebie z dumą określają jako „mohery”, ale też nie znam nikogo, kto chciałby przyznać się, że jest „popeliniarzem”. Najwyraźniej bowiem lepiej już jest być pełnym pasji właścicielem moherowego beretu niż zapoconym użytkownikiem wygniecionego garnituru. Nawiasem mówiąc, starsze panie w beretach potrafią podzielić się wodą i kromką chleba, a zdarza się, że w garnitur ubiera się gangster.

Niektórzy drwią z moherowych beretów. Po raz pierwszy uczynił to w publicznym dyskursie w 2005 r. ówczesny poseł opozycji Donald Tusk. Tak już zostało, bo pojęcie „moherowe berety” przylgnęło do osób związanych z Kościołem i głoszonych w nim tradycyjnych wartości. Rzeczywistość nie jest jednak czarno biała, żeby nie powiedzieć „moherowo-popelinowa”, jak chcieliby tego niektórzy. Wygnieciona popelina drażni tak samo, jak może irytować zmechacenie moheru. Jedno i drugie jest zresztą do kitu. Albert Camus w „Upadku” stwierdził: >> Styl, tak samo jak popelina, zbyt często osłania egzemę. <<.

Lepiej być sobą, choćby w moherowym berecie. I szukać światła na drogach życia, a nie gwiazdorzyć.

Krzysztof Kotowicz

 www.kotowicz.pl

 

Zobacz także
Ignacy jest prawdziwie «doktorem jedności»
Dokąd nas zaprowadzisz, Panie

Zostaw komentarz

Treść*

Twoje Imię*
Strona www

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.