WYDARZENIA

Ratujmy BOŻE NARODZENIE przeżywając je do głębi (1)

Liturgiczny okres Bożego Narodzenia już minął, a za kilka dni zakończy się także zwyczajowo obchodzony w Polsce i nieco dłuższy czas utrwalający przeżycia związane z pamiątką Narodzenia Jezusa. Może właśnie z takiej perspektywy warto spojrzeć na znaczenie Świąt Bożego Narodzenia, aby ich duchowa głębia umocniła naszą wiarę. Być może za niecały już rok jeszcze lepiej przeżyjemy te dni. Przez trzy kolejne dni proponujemy lekturę pasjonującego tekstu ks. prof Tadeusza Fitycha, któremu tą drogą dziękujemy za ofiarowanie Czytelnikom Portalu AKCJA tak bogatych w treść rozważań. Dzisiaj część 1.  

„Daremnie wierzysz, że Jezus narodził się w betlejemskim żłobie, jeśli się nie narodził w Tobie”

(Anioł Ślązak – tł. Adam Mickiewicz)

„Kto nie uniża się i nie służy jak Chrystus, nie jest chrześcijaninem lecz poganinem”

(Franciszek, Watykan 18 XII 2013 r.).

„Dusza, która nie zamieszkuje w Chrystusie jest nieszczęśliwa”.

(św. Makariusz bp, homilia 28; PG 34,710-711)

Epokowe wyzwania a chrześcijańska tożsamość i kultura

Dziś, Boże Narodzenie coraz częściej postrzega się jako towarzyską imprezę, przeżywaną w oprawie błyszczących gadżetów, albo w zimowym plenerze renomowanych miejscowości, przy wykorzystaniu atrakcyjnych ofert hoteli i pensjonatów. Na naszych oczach, na Zachodzie, ale także i w naszej ojczyźnie, dokonywana jest z jednej strony systemowa desakralizacja i laicyzacja Świąt Bożego Narodzenia, a z drugiej bardzo widoczne jest komercyjne wykorzystywanie atmosfery, wartości i chrześcijańskich tradycji związanych z Bożym Narodzeniem. Jak nam przed rokiem przypomniał papież Franciszek – „Boże Narodzenie to święta, które dają nadzieję i duchową energię, bo Bóg jest z nami” (audiencja ogólna z 18 XII 2013 r.). Usiłując na nowo odkryć głęboki sens zarówno tych świąt wprowadzających nas w Tajemnicę Wcielenia, jak też sens niezwykle bogatego kulturowego dziedzictwa związanego z tymi świętami (tzn. obok Betlejem, także i polskich świątyń, obrazów, rzeźb, kościelnych i domowych stajenek, ołtarzy, domowej liturgii, kolędowania, choinki, szopki, itd.), należy w szerszym kontekście spojrzeć zarówno na owe nieprzemijające wartości, cenne dzieła kultury wysokiej i ludowej, nadal będące aktualną wizualizacją wiary, jak też i na znaki czasu oraz systemowe zagrożenia zachodniej cywilizacji.

Od trzech wieków trwa ideologiczne i siłowe budowanie tzw. „nowego porządku świata” – czyli bez Boga oraz bez kultury, zwyczajów i cywilizacji chrześcijańskiej. Na naszych oczach proces ten doznał systemowego przyspieszenia. Cztery lata temu Komisja Europejska wydała kalendarz uczniowski na rok szkolny 2010/2011 we wszystkich językach Unii w nakładzie 3 milionów egzemplarzy. Widniały w nim święta różnego typu: hinduskie, muzułmańskie, żydowskie, a także święta sikhów, a nawet lansowane ostatnio przez komercję – walentynki i neopogańskie Halloween (o celtyckim rodowodzie). Co było w nim wyjątkowo szokujące i osobliwe, to fakt iż nie zaznaczono tam ani jednego święta chrześcijańskiego – jak Boże Narodzenie, Wielkanoc czy Wszystkich Świętych. Na szczęście zaowocowało to natychmiast wieloma protestami. Pod koniec 2012 r. wielkie emocje wzbudziła kuriozalna decyzja władz miasta Brukseli (skąd inąd nazywanego sercem Europy), by zrezygnować z postawienia bożonarodzeniowej choinki na rynku głównym, łamiąc tym samym wieloletnią tradycję. Tradycyjną choinkę zastąpiono dziwną konstrukcją świetlną. Można i trzeba się poważnie zastanawiać, czy to tak ma w praktyce wyglądać realizowanie sztandarowego hasła Unii Europejskiej „jedność w różnorodności”.

W tym roku, m.in. w najnowszym polskim – i to tzw. darmowym – elementarzu zabrakło świąt Bożego Narodzenia. Co więcej, od lat usiłuje się nie tylko w świecie, ale również i w szeregu krajów Europy wyeliminować nie tylko bożonarodzeniową choinkę, ale także zstąpić nazwę – i co najważniejsze – istotę Świat Bożego Narodzenia (nb. o rewolucyjnej walce z Bożym Narodzeniem w najnowszej historii pisał m.in. Krystian 2 Kratiuk na witrynach – www.pch24.pl oraz wirtualna polska.com). Pan Kratiuk już w 2012 r. sygnalizował, że „nasilająca się ateizacja i ideologia „braku ideologii” skłaniają decydentów na całym świecie do coraz to bardziej absurdalnych decyzji dotyczących Bożego Narodzenia. W wolnym świecie nie wolno oficjalnie używać nazwy i symboli tego niezwykle ważnego Święta”.

W efekcie – życiem ludzi, i to nawet wierzących, przestaje od jakiegoś czasu kierować kalendarz liturgiczny, a zaczyna tę funkcję pełnić komercja. Od lat, już w Adwencie mamy w sklepach pełne światła, dźwięk kolęd oraz komercyjne żniwa czyli konsumpcyjne święta. Jesteśmy świadkami systemowego zawłaszczania, zagłuszania, narzucania, mieszania i wypierania bożonarodzeniowej symboliki. Ta praktyka okazuje się być coraz bardziej intensywna i skuteczna na rzecz manipulatorów i biznesmenów pochłoniętych kategorią zysku. Jako chrześcijanie nie musimy się tych trendów bać, ale też nie powinniśmy – tak na ślepo, bezrefleksyjnie przyjmować te obce, globalizacyjne wzory, o wątpliwej wartości, tylko ze względu na to, że są modne, lub że nasze dzieci lub młodzież tego chcą.

W tej sytuacji samo Boże Narodzenie z jego nieprzemijającymi treściami, szybko znika z naszych oczu, będąc błyskawicznie zasłonięte kolejnym komercyjnym zabiegiem – tzn. gigantycznie „rozdmuchanym” sylwestrem i karnawałem. Postawmy sobie pytanie – czy naprawdę jesteśmy ludźmi sumienia i ewangelicznymi chrześcijanami rozumiejącymi przesłanie Świąt Bożego Narodzenia? A jeśli tak, to dlaczego ciesząc się od 25 lat wolnością, i to w kraju w ponad 90 % katolickim, dajemy się wtłaczać w „postmodernistyczny gorset” i kolejny ateizujący „patent na szczęście” nowej lewicy oraz spychać na nowe – „boczne i ślepe tory”?

Jako Polacy mamy świadomość trwającej ponad 1000 lat nierozerwalności naszej tożsamości z wiarą katolicką. Niestety, w ostatnich dekadach została ona zapoznana. W 1989 r. znaczna część elit postsolidarnościowych, z tzw. lewicą laicką na czele, w radykalny sposób odwróciła się od ideałów, celów i wartości solidarnościowych. Dokonało się odejście od aspiracji, haseł i sztandarów, za którymi opowiedziały się miliony ochrzczonych Polaków. Od tej chwili coraz bardziej brutalnie negowano nie tylko sacrum, ale także jakąkolwiek łączność między życiem społecznym i politycznym, a wiarą i przekonaniami religijnymi. Z tego punktu widzenia „gruba kreska” oznaczała także ucieczkę od fundamentalnego dla ludzi „Solidarności” pragnienia, aby zło było nazywane złem, a dobro było podstawą myślenia i działania wspólnoty narodowej. Dwa tysiące lat chrześcijaństwa, upewnia nas w przekonaniu, że na nowo musimy oprzeć się na prawdzie o tożsamości, wielkości, godności i przeznaczeniu człowieka oraz na solidnych fundamentach życia społecznego. Niestety, także i w naszych czasach ludzie letni, nie tylko nie są w stanie przełamać tego kryzysu, a tym bardziej pokonać niezwykle zdeterminowanych kreatorów „nowego” – postmodernistycznego człowieka i nowego porządku życia społecznego, w którym Bóg jest wielkim nieobecnym.

Ludziom prawdziwie i autentycznie wierzącym (tzn. bez rutyny), także i w tych niekorzystnych warunkach, nie jest bardzo trudno dogłębnie przeżywać święta Bożego Narodzenia i ich najgłębszą prawdę. Znaczne problemy mają jednak ci, którzy tylko wyrośli w świecie wartości religijnych, ale nie mieli szczęścia w osobowy sposób spotkać Boga żywego. Kiedy czytamy opis narodzin Jezusa w Betlejem, to zauważamy, że wszyscy, którzy Go spotkali (pasterze i mędrcy), zmienili swoje życie, tzn. poszli inną drogą. Liturgia Kościoła niezwykle skutecznie pomaga nam w odnowieniu spotkania z Bogiem żywym. Trzeba z niej w całej pełni korzystać. Bowiem współczesny świat nie sprzyja, ale też nigdy dotąd nie sprzyjał integralnemu rozwojowi ducha i świętości („wysokiej mierze życia codziennego” – św. Jan Paweł II). Aby nie dać się zepchnąć na tory komercji, wszechobecnej i hipnotyzującej reklamy, trzeba i nam, tak jak to uczynili pasterze – choćby na chwilę – porzucić swoje codzienne życie, i tak jak to zrobili mędrcy ze Wschodu, wybrać się czasem w daleką drogę, tzn. do swego wnętrza i do istoty trynitarnej komunii, w której jest nasz dom życia nieprzemijającego. Tylko wówczas będzie można doświadczyć realnej i odnawiającej nas obecności Boga na ziemi, w naszym codziennym życiu.

W tej sytuacji, bardzo ważnym i skutecznym krokiem do przodu jest i będzie, twoje i moje przekonanie o wartości polskiej bożonarodzeniowej tradycji – jako niespotykanej gdzie indziej w Europie oraz o jej wychowawczo-kulturowej roli. Obok pogłębionego i bardziej uświadomionego przeżywania bożonarodzeniowej liturgii domowej, naszych zwyczajów, niezwykle ważnym będzie propagowanie m.in. symboliki światła, wielopokoleniowej rodzinnej komunii, szopek oraz śpiewu tradycyjnych polskich kolęd i pastorałek. W świadomy i konsekwentny sposób weźmy kurs na zdrową tradycję i piękno zachowania sacrum, także w kolędach i pastorałkach. Mamy świadomość, że jest to trudne, bowiem wokół słyszymy chociażby jakieś dziwaczne utwory, co prawda szumnie nazywane kolędami lub pastorałkami, ale de facto nie mające z nimi nic wspólnego. Jednym słowem, w duchu przesłania płynącego z przytoczonego na wstępie aforyzmu „Anioła Ślązaka”, uczyńmy wszystko co możliwe, aby w doskonały sposób odpowiedzieć na bezgraniczną miłość Trójjedynego Boga i uwielbić Go za Jego Wcielenie.

Jest to tym bardziej potrzebne i aktualne, gdyż Europa, która przeżywa swoją coraz bardziej ciemną „noc duszy” pilnie potrzebuje życiodajnego światła, jakie może podarować jedynie Kościół nowej ewangelizacji. Bowiem w miejsce ideałów chrześcijańskich czci ona ideologicznych bożków gender i poprawności politycznej. Europa jest zmęczona sama sobą i swoją pychą (będąc przekonaną że nadal jest wzorem do naśladowania dla innych kontynentów). Europa zużyła się intelektualnie i twórczo. Dlatego skończyła się na naszym kontynencie kultura i sztuka. Na oścież otwarto w niej wrota dla dyktatury pustki i cywilizacji śmierci. Ta ostatnia umacnia się na trzech płaszczyznach: śmierci fizycznej, psychologicznej i duchowej. Zauważmy że śmierć psychologiczna to zanik osobowej żywotności, który ma swe źródło w paraliżującym rozdwojeniu jaźni, a oznacza rutynowe działania, apatie i psychiczne otępienie. Zarazem Europie brakuje doświadczenia śmierci duchowej. Ta wyraża się poprzez – niezbędne dla naszego dobra – doświadczanie śmierci i odradzania się („ten kto nie trudzi rodząc się, trudzi się umierając” – Bob Dylan).

Rozumiemy więc lepiej, że Georg Weigel (*1951) – amerykański teolog i publicysta, autor kluczowej biografii nt. papieża Jana Pawła II, w swej najnowszej książce słusznie zauważa, że „katolicyzm ewangeliczny to kontrkultura, która stara się nawrócić panującą kulturę przez głoszenie pewnych prawd, oddawanie czci Bogu i proponowanie wzorca bardziej ludzkiego”. Innymi słowy, mówił o tym na forum Parlamentu Europejskiego w Strasburgu, sam papież Franciszek. W swym „orędziu nadziei i zachęty” papież nakreślił obraz Europy – „zmęczonej babci”, pozbawionej chęci do życia i odwróconej od swych wartości i korzeni. Europy rządzonej przez konsumpcjonizm, egoizm i biurokrację. Europy, w której szerzą się szkodliwe ideologie, przez co traci ona realny kontakt ze zwykłym człowiekiem i zamieszkującymi ją narodami. Papież Franciszek przypomniał euro deputowanym, iż „w centrum ambitnego projektu politycznego [autorstwa ojców założycieli Unii Europejskiej] było zaufanie do człowieka, nie tyle jako obywatela, ani też jako podmiotu ekonomicznego, ale do człowieka jako osoby obdarzonej godnością transcendentną” (Strasburg 25 XI 2014).

Ks. prof. ndzw. dr hab. Tadeusz Fitych

C.D.N.

Zobacz także
Film, który pokazuje walkę z Kościołem
Stawanie się sobą

Zostaw komentarz

Treść*

Twoje Imię*
Strona www

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.