NAMYSŁY

Serce rozumne do sądzenia i rozróżniania dobra i zła

Długo, zbyt długo, bo blisko 22 lata czekaliśmy w wolnej Polsce na wyrok Trybunału Konstytucyjnego, który w dniu 16 marca 2011 roku wydał wyrok uznający dekret z dnia 12 grudnia 1981 roku o stanie wojennym za niezgodny Konstytucją Rzeczypospolitej Polskiej i Międzynarodowym Paktem Praw Obywatelskich i Politycznych. Sprawa znalazła się w Trybunale dzięki rzecznikowi praw obywatelskich p. Januszowi Kochanowskiemu, tragicznie zmarłemu w smoleńskiej katastrofie.

My – świadkowie wprowadzenia stanu wojennego –  wiedzieliśmy od początku, że był to akt bezprawia, kłócący się z elementarnym poczuciem sprawiedliwości. Uznaliśmy go za kolejny, wrogi narodowi akt komunistycznej dyktatury, która stwarzała pozory normalności, a w chwilach zagrożenia swej władzy, pokazywała swoje prawdziwe oblicze: tak było w roku 1956, 70, 76 i w roku 1981 i kolejnych latach trwania stanu wojennego.

Dziś z perspektywy 30 lat wielu docieka przyczyn decyzji ówczesnych władz o stanie wojennym. Nie wchodząc w kompetencje historyków badających skąpe archiwalia, których nie zdołano zniszczyć, patrzę na ten akt bezprawia jak duszpasterz, z perspektywy teologicznej. Dostrzegam jego praprzyczynę w odejście od Boga i prawa, wszak religią władców PRL-u był ateizm, karmiony morderczą walką z Kościołem katolickim i innymi Kościołami chrześcijańskimi oraz wszystkim tym, co było obywatelskie, niezależne; ze wszystkim, co było prawe. Skutkiem tego było instrumentalne traktowanie prawa i tworzenie prawa wypłukanego z relacji do etyki i moralności.

Mówił o tym zjawisku niedawno temu w kontekście brunatnego totalitaryzmu papież Benedykt XVI w Bundestagu, w niemieckim parlamencie. Oto cytat z Jego przemówienia:

„Pozwólcie państwo, że rozpocznę swe refleksje na temat podstaw prawa od opowieści zaczerpniętej z Pisma Świętego. Pierwsza Księga Królewska opowiada nam, że Bóg pozwolił młodemu królowi Salomonowi z okazji jego intronizacji, aby swobodnie poprosił Go o cokolwiek. O co poprosi młody władca w tej tak ważnej chwili? O powodzenie, bogactwo, długie życie, o zgubę nieprzyjaciół? O nic takiego nie poprosił. Odpowiada Bogu modlitwą:

„Racz dać Twemu słudze serce rozumne do sądzenia Twego ludu i rozróżniania dobra i zła [..]” (1 Krl 3, 9).

Biblia opisując to zdarzenie wskazuje, co w ostateczności winno być dla władcy, dla polityka ważne. Ostatecznym kryterium i podstawą jego pracy nie powinien być sukces, ani tym bardziej korzyść materialna. Polityka powinna być staraniem się o sprawiedliwość i tworzeniem w ten sposób podstawowych przesłanek dla pokoju. Oczywiście polityk będzie szukał sukcesu… Sukces podporządkowany jest jednak kryterium sprawiedliwości, woli przestrzegania prawa i znajomości prawa. Sukces może być również zwodniczy, prowadząc tym samym do zafałszowania prawa, do niszczenia sprawiedliwości.

„Czymże są więc wyzute ze sprawiedliwości państwa, jeśli nie bandami rozbójników?” – powiedział kiedyś św. Augustyn. My, Niemcy, wiemy z własnego doświadczenia, że słowa te nie są czczymi pogróżkami. Przeżyliśmy oddzielenie się władzy od prawa, przeciwstawienie się władzy prawu, podeptania przez nią prawa, tak iż państwo stało się narzędziem niszczenia prawa – stało się bardzo dobrze zorganizowaną grupą przestępczą, która mogła zagrozić całemu światu i zepchnąć go na skraj przepaści. Służba prawu i zwalczanie panowania niesprawiedliwości jest i pozostaje podstawowym zadaniem polityka. W tej historycznej chwili, gdy człowiek osiągnął władzę dotychczas niewyobrażalną, zadanie to staje się szczególnie naglące. Człowiek jest w stanie zniszczyć świat; może manipulować samym sobą. Może, by tak rzec, tworzyć byty ludzkie i usuwać inne istoty z bycia ludźmi. Jak rozpoznajemy, co jest słuszne? Jak możemy odróżnić dobro od zła, prawo dobre od prawa pozornego? Prośba Salomonowa pozostaje decydującym pytaniem, przed którym polityk i polityka stają także dzisiaj”.

Bracia i Siostry!

Musimy pamiętać, że prawo nie działa automatycznie. To ludzie działają zgodnie z prawem lub wbrew prawu. A prawo powinno iść zawsze razem z prawością; z prawością prawodawcy i prawością obywateli. Dzieje się tak, jeśli przed prawem idzie etyka i obyczaj, odrzucenia zła i wykluczenie grzechu; bez etosu prawo jest pozbawione fundamentu.

Prawo ma chronić i promować wartości, ale chronić można tylko to, co istnieje, co jest uprzednie dla prawa; inaczej prawo pozostaje w sferze życzeń i staje się zaklinaniem rzeczywistości. Samo prawo nie tworzy wartości; one muszą istnieć, żyć w jednostkach tworzących społeczeństwo. Dlatego przed prawodawcą idzie prorok; on wzbudza ducha prawości, przygotowuje grunt pod prawo; wzbudza poczucie sprawiedliwości i solidarności, jako wartości elementarnych dla państwa.

Ustabilizowane, doświadczone demokracje nie tylko tolerują, ale szanują proroka i cenią jego obecność; liczą się z jego głosem i moralną oceną. Takim prorokiem jest niewątpliwie w Europie chrześcijaństwo i Kościoły, najbardziej powszechna i elementarna – po rodzinie – szkoła prospołecznych postaw; w tym także szkoła respektowania fundamentalnego prawa, jakim jest 10-cioro Bożych przykazań. W tym prorockim nurcie jest miejsce na szkolną ewangelizację; jest miejsce na duszpasterstwo wszystkich grup społecznych i zawodowych, aby przed prawem szła prawość i etyka; bez nich na nic ustawy, wewnętrzne regulaminy, zrządzenia itd.; bo człowieka bez moralnego kręgosłupa łatwiej można skłonić do działań bezprawnych, skorumpować, nie tylko finansowymi instrumentami, aby odebrać mu to najcenniejsze – czystość i pokój sumienia, ostatecznie uzależnić, zniewolić w sensie dyktatu, że obowiązuje nie norma sumienia, tylko odgórna dyrektywa.

Przed takim rozwojem sytuacji ostrzegał – jak pamiętamy Sługa Boży kardynał Stefan Wyszyński i nadal ostrzega autentyczny prorok, niezależnie od tego, jaki czeka go los, bo przecież się narazi… I tu można szukać źródeł systematycznych ataków na Kościół, bo pełni funkcję krytyczno-profetyczną w tym świecie.

Powtórzymy raz jeszcze konkluzję słów papieża Benedykta w niemieckim parlamencie: „Służba prawu i zwalczanie panowania niesprawiedliwości jest i pozostaje podstawowym zadaniem polityka.”; trzeba dopowiedzieć- zawsze i wszędzie.

Bracia i Siostry!

Czyni się nam zarzut, mówią, piszą, że biskupi nie mają pomysłu, koncepcji na posługę pasterską w Polsce, dlatego odwołują się zbyt często do Jana Pawła II; ale jakże się nie odwoływać do proroka. To On powiedział w pobliskim Skoczowie w 1995 roku, jakże aktualne słowa:

„ Nasza Ojczyzna stoi.. przed wieloma trudnymi problemami społecznymi, gospodarczymi, także politycznymi…Jednak najbardziej podstawowym problemem pozostaje sprawa ładu moralnego. Dlatego Polska woła dziś nade wszystko o ludzi sumienia…Być człowiekiem sumienia, to znaczy wymagać od siebie, podnosić się z własnych upadków, ciągle na nowo się nawracać”.

Drodzy Bracia i Siostry!

Mówię do osób bezpośrednio czy pośrednio odpowiedzialnych za sprawy państwowe, samorządowe, ekonomiczne, związkowe, rodzinne, kościelne i wszystkie inne, którzy zgromadzili się na modlitwie za ofiary stanu wojennego i za Ojczyznę jako wspólnotę Polaków. Wiemy, że nasza Ojczyzna potrzebuje modlitwy, jedności i nawrócenia; wiemy, że Polska potrzebuje solidarności narodu.

Trzeba adwentowego nawrócenia każdego i wszystkich, bo tylko ono rodzi nadzieję, że indywidualne adwentowe przemiany i nawrócenia przyniosą owoce w postaci zmian w rodzinach, w strukturach i instytucjach. Ostatecznie zaowocują moralnym ładem.

Drodzy Diecezjanie!

Dziś – w rocznicę ogłoszenia stanu wojennego – przypominałem słowa proroków; ale ważniejszy od nich jest głos samego Boga, który powiedział do nas przez Jezusa Chrystusa, że wszyscy ludzie – reprezentowani przez dwóch synów z przypowieści – są zaproszeni do pracy w winnicy; co oznacza, że każdy jest osobiście odpowiedzialny za swoje zbawienie.

Wiemy, że nasze zbawienie jest bezinteresownym darem Boga dla człowieka. Lecz jest ono również w jakimś stopniu owocem naszego współdziałania i naszej wolności. Znakiem tej wolności jest gotowość  nawrócenia się, jak i trwania w grzechu, dopuszczenie do ostatecznej deprawacji.

Wobec zaproszenia do pracy w winnicy i podjęcia odpowiedzialności, ludzie – nawet wierzący – przyjmują zasadniczo dwie postawy – natychmiastowej, werbalnej akceptacji a potem praktycznego zaniechania działania; drugą postawą jest odrzucenie zaproszenia, by po chwili refleksji, zmieniło się w postawę zaangażowania. Wiadomo, że to drugi syn spełnił wolę ojca; najpierw był na „nie” a potem na „tak”.

Dzisiejsza Ewangelia pozwala stwierdzić, że uniwersalnie zapraszający Bóg, oczekuje od nas konkretnej, czynnej odpowiedzi.

Ostrzegał Jezus, że nie ten kto mówi „Panie, Panie wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto pełni wolę Bożą”.

Chcemy ją pełnić poprzez przestrzeganie prawa, przez przestrzeganie pierwszego i najważniejszego przykazania, przykazania miłości; chcemy ją pełnić respektując Boże przykazania zapisane dwóch tablicach, przyniesionych przez Mojżesza.

A na końcu prośmy Boga modlitwą, jak Salomon:

Racz dać Twemu słudze serce rozumne do sądzenia i rozróżniania dobra i zła ” (1 Krl 3, 9).

Ks. Arcybiskup Wiktor Skworc – metropolita katowicki – homilia wygłoszona podczas Mszy św. za Ojczyznę z okazji 30. rocznicy stanu wojennego –  Archikatedra Chrystusa Króla w Katowicach – 13 grudnia 2011 r.

Na podstawie: archidiecezja.katowice.pl 

Zobacz także
Patriota – człowiek z wyobraźnią niepodległości
Każdy z was jest jak piękna jedwabna nić

Zostaw komentarz

Treść*

Twoje Imię*
Strona www

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.