NAMYSŁY

Aby na nas wszystkich odbiło się światło oblicza Bożego

Wiele mówimy dzisiaj o człowieczeństwie, o prawach, awansie i postępie człowieka. Niekiedy wydaje się nam to nawet przesadą, ale w rzeczywistości nie jest przesadą.

Jest potrzebą czasów dzisiejszych, bo przecież Sobór Watykański II, obradując przez cztery lata, każdego roku wiele rozważań, dyskusji i pracy naukowej poświęcił zagadnieniu człowieka, jego wysokiej godności i słusznych praw. Człowiek bowiem to najważniejsza istota, najważniejszy byt, największa wartość w hierarchii wszystkich wartości, bytów i stworzeń.

PUNKT WYJŚCIA DLA CHRZEŚCIJAŃSKIEGO HUMANIZMU: BÓG – CZŁOWIEKIEM!

Kościół jest świadom, że jego najistotniejszym zadaniem na ziemi jest pełne człowieczeństwo dzieci Bożych. Taki jest właściwy sens pracy Kościoła. Wzór dla formacji pełnego człowieczeństwa wziął Kościół z samego Chrystusa, o którym śpiewamy w Credo: który dla nas ludzi i dla naszego zbawienia zstąpił z nieba i stał się człowiekiem. Chrystus, Bóg-Człowiek stanął na czele całej rodziny ludzkiej, wszystkich dzieci Bożych, aby ludzkość widziała wzór człowieczeństwa dla każdego człowieka.

Głody współczesnego człowieka w każdej dziedzinie, jego osobiste ambicje i pragnienia, jego szlachetna, ale niekiedy przesadna duma i pragnienia postępu są zupełnie usprawiedliwione tym, że miarą naszej godności jest dzieło zbawienia, oraz fakt, że Słowo Przedwieczne ciałem się stało, Bóg stał się człowiekiem, podobnym do nas we wszystkim prócz grzechu. Jest to punkt wyjścia dla chrześcijańskiego humanizmu.

Możemy więc słusznie powiedzieć, że cała ekonomia stworzenia obraca się z woli Bożej wokół człowieka. Do nas należy odwzajemniać się za tę szczególną łaskę Boga dla nas, skierowując całą naszą uwagę, myśli, uczucia i dążenia – ku Bogu. Wtedy nastąpi wspaniałe wyrównanie. Bóg przez miłość wszystko czyni dla człowieka, a człowiek – odwzajemniając się Bogu – wszystko przez miłość czynić będzie dla Boga.

Teologowie określają to, mówiąc że Bóg jest homocentryczny, to znaczy – całą swoją niepojętą miłością skierowany ku człowiekowi. Człowiek zaś ma być skierowany ku Bogu.

WIARA W BOSKIE POCHODZENIE CZŁOWIEKA

Aby każdy człowiek był naprawdę człowiekiem, aby można było o nim powiedzieć jak o Chrystusie: Ecce Homo – oto człowiek, konieczna jest wiara w Boskie pochodzenie człowieka.

Usiłuje się ją zatrzeć przez spekulacje doktrynalne i rozdmuchane hipotezy, jak gdyby zależało na tym, aby człowieka sprowadzić do pozycji istoty nierozumnej, a może zwierzęcia, przeciwko czemu chrześcijaństwo broni człowieka współczesnego z całą mocą. Biorąc pod uwagę osiągnięcia współczesnej nauki i licząc się z tym, co umysł ludzki może w tej dziedzinie ujawnić, Kościół domaga się jednak od nas, dzieci Bożych, dla naszego osobistego dobra i dla społecznego dobra całej rodziny ludzkiej – silnej wiary w Boskie pochodzenie człowieka.

Ma to olbrzymie znaczenie, bo tylko wiara w to, że człowiek jest Bożym dziecięciem, że stworzony jest na obraz i podobieństwo Boże, zdoła uratować ludzkość od grożącej jej zagłady. Ta zagłada ma miejsce wszędzie, gdzie wiara w Boskie pochodzenie człowieka zamiera i niszczeje.

Jeżeli współcześnie tak bardzo oburzamy się na następstwa ostatniej wojny, to przede wszystkim dlatego, że poczuliśmy się zagrożeni w naszym człowieczeństwie. Szło nie tylko o takie czy inne skrawki ziemi, o takie czy inne granice, o taką czy inną przestrzeń życiową, ale o „być albo nie być” naszego człowieczeństwa. Na stertach prochów ludzkich, gdy cała niemal Europa wyglądała jak pole Ezechielowe, dostrzeżono katastrofę człowieczeństwa i grozę, która ciągle wisi nad ludzkością, że człowiek może być porównany do gnoju i oceniany jako materiał na nawóz.

Stąd zdecydowana postawa Kościoła, która znalazła wspaniały wyraz na Soborze: obrona wysokiej godności człowieka – i to w imię Boga-Człowieka, Jezusa Chrystusa! Stoi On na czele rodziny ludzkiej, aby swoją osobą bronić godności każdego człowieka. Stąd również zadani, które stawia sobie Kościół: zbawiania człowieka i ratowania jego wysokiej godności; nieustannego uświadamiania nam, że jesteśmy dziećmi Bożymi i budzenia w nas sumienia dzieci Bożych. O tym mówi w swoich dokumentach Sobór Watykański II.

WŁĄCZENIE CZŁOWIEKA PRZEZ CHRZEST DO RODZINY NADPRZYRODZONEJ

W naszej ojczyźnie czujemy jeszcze jeden szczególnie aktualny motyw, który stoi na czele środków Bożego awansu człowieka. Ty chrzest, przez który jesteśmy włączeni do rodziny nadprzyrodzonej i stajemy się nosicielami Boga w Trójcy Świętej Jedynego, świątynią Boga. Duch Boży mieszka w nas, a członki nasze są poświęcone Bogu. Jesteśmy wezwani, abyśmy nosili i święcili Boga w ciałach naszych.

Chrzest jest działaniem uspołeczniającym ludzkość, albowiem każdy z nas otrzymał Trójcę Świętą. Bóg w Trójcy Świętej Jedyny udzielony jest każdemu ochrzczonemu, przez co jeden Bóg jednoczy nas wszystkich.

Jest to doniosły i wybitny środek Bożego awansu współczesnego człowieka. Stąd uroczystości milenijne w Polsce nie są dla nas tylko manifestacjami i historycznymi wspomnieniami, ale głębokim przeżyciem ludzi wierzących. Jubileusz Tysiąclecia chrztu mogą właściwie obchodzić dobrze i ze zrozumieniem tylko ludzie wierzący, którzy wiedzą, co chrzest w nich sprawuje. Są oni świadomi obecności Trójcy Świętej i aktualnego działania chrztu zarówno w swojej duszy, jak i w życiu wszystkich ochrzczonych Polaków.

Chrzest bowiem, chociaż sprawowany jest w każdej duszy osobno, jednak uspołecznia ochrzczonych i sprawia, że powstaje społeczność ochrzczonych. Gdy społeczność ta żyje w jednym narodzie ochrzczonym – jak się przyznaje – w 95 procentach, słusznie można mówić o narodzie ochrzczonym, który świadom jest procesu dokonywanego w naszej ojczyźnie od 14 kwietnia 966 roku.

Kościół w Polsce przemawia w tej chwili z pozycji 1000 lat swej trwałej obecności. Jest to tytuł, dla którego my, mając za sobą 1000 lat pracy ochrzczenia narodu polskiego i kształtowania w Polakach pełnego człowieczeństwa, mamy prawo mówić! To nie jest kilka czy kilkanaście lat, ale 1000 lat obecności Kościoła w narodzie! 1000 lat pracy uświęcającej naród! 1000 lat nieprzerwanych strumieni wody chrztu świętego! 1000 lat pracy nad tym, aby każdy człowiek miał na sobie światło oblicza Bożego, abyśmy tak mogli ukształtować siebie, iżby o każdym z nas jak o Chrystusie można było powiedzieć: Ecce Homo – oto człowiek, prawdziwy człowiek!

Kościół na Soborze bez nastrojów romantyzmu czy też angelizmu przypomniał w Konstytucji dogmatycznej o Kościele, że wszyscy powołani jesteśmy do świętości. Mamy przez to wiązać porządek doczesny, ziemski, z porządkiem Bożym jak Chrystus dla nas i dla naszego zbawienia zstąpił na ziemię, aby przez ziemię – w znaku wiary, za krzyżem, w światłach Ewangelii – przeprowadzić nas do Ojca niebieskiego.

PRACA KOŚCIOŁA NAD UCZŁOWIECZANIEM CZŁOWIEKA I HUMANIZACJA ŻYCIA SPOŁECZNEGO

Ojciec święty Paweł VI w jednym ze swoich przemówień powiedział, że milenium chrztu narodu polskiego to doniosłe zdarzenie nie tylko dla naszego narodu, ale dla całego Kościoła powszechnego i ludzkości. – I my tak uważamy! Jest to bowiem praca uczłowieczania człowieka. Wybaczcie zestawienie wyrazów, ale chciałbym dobitnie to powiedzieć. Idzie o to, aby człowiek nie był bestią, lecz człowiekiem, aby mu wyjęto kły i złagodzono jego styl; aby współczesny człowiek wyzbył się wrogości, złości, gniewu, nieustannego przeklinania i wyklinania kogo się da; aby porzucił niechwalebne obyczaje wygrażania pięścią na prawo i na lewo wszystkim ludziom. Idzie o to, aby na każdym z nas odbijało się światło oblicza Bożego. Na tym polega praca Kościoła nad uczłowieczaniem człowieka.

Rzecz znamienna, że coraz bardziej oczekuje się od nas „uczłowieczania” nie tylko życia osobistego i rodzinnego, lecz wszystkich dziedzin życia społecznego. Już dawno święty Paweł, pisząc List do Rzymian, mówił o tęsknotach całego stworzenia za synami Bożymi: Stworzenie z upragnieniem wyczekuje objawienia synów Bożych […] bo wiemy, że całe stworzenie wzdycha i jak dotychczas rodzi wśród boleści (Rz 8,19-22).

Zważmy, jak wielka jest dzisiaj praca całej ludzkości i wszystkich narodów nad rozwojem materialnym i gospodarczym świata! Możemy się z tego radować, ale równocześnie widzimy, że rodzina ludzka niepokoi się i lęka nowych wynalazków, wyzwalania nieznanych energii, potęg i sił. Dlaczego? Bo bardzo często są one źle użyte. Zapomina się o tym, co powiedział Bóg w pierwszym przykazaniu danym dwojgu rodzicom, gdy stwarzał świat, a człowieka uczynił królem stworzenia: Czyńcie sobie ziemię poddaną (Rdz 1,28). Poddaną – ale po Bożemu, według myśli i intencji Boga, dla dobra człowieka, a nie przeciwko człowiekowi! W takim ujęciu możemy się nie bać jej bogactw, mocy i energii, które mądrość Boża ukryła w globie i przestworzach, aby służyły rodzinie ludzkiej, aż wypełni się liczba powołanych do istnienia i życia dzieci Bożych.

Tymczasem dzisiaj prawie każde nowe odkrycie czy eksperyment budzi trwogę. Uczeni obliczają, że z pomocą tych energii, które już dzisiaj są nagromadzone w magazynach wojskowych świata, można by glob ziemski zamienić w pył. Znaczy to, że jeszcze człowiek nie nauczył się władać stworzeniem. I dlatego stworzenie – jak słusznie przewidywał święty Paweł – lęka się, aby energie stworzone nie były źle użyte przez człowieka-bestię. Stworzenie z upragnieniem wyczekuje objawienia synów Bożych. Cały bogaty doczesny porządek materialny i gospodarczy oczekuje, aby był rządzony nie przez zwierzęta, ale przez ludzi rozumnych i dobrych – ludzi Bożych.

Nieraz mówi się o tym, że są to sprawy doczesne, materialne, że tworzymy nowy porządek i społeczność świecką, w której religia, Kościół i Pan Bóg nie mają nic do powiedzenia. – O, dzieci najmilsze, jeżeli z naszej woli Pan Bóg nie będzie miał nic do powiedzenia w porządku doczesnym, który od Niego pochodzi, a który my mamy czynić sobie poddanym, to niewątpliwie doprowadzimy do tego, że glob się rozsypie. Dlatego nie ma bardziej nieroztropnej rzeczy jak „odczyszczanie” porządku materialnego, doczesnego gospodarczego od wpływu myśli Bożej, prawa Bożego, religii, a nawet Kościoła! Chociaż Kościół nie chce rządzić dobrami doczesnymi i materialnymi, to jednak zarówno one, jak i cały glob ziemski muszą mieć ducha Bożego! Idzie o to, aby tak jak czynił święty Franciszek z Asyżu, można było powiedzieć każdemu stworzeniu – nawet nierozumnemu, jak wilk z Gubbio – bracie! Aby człowiek przez moc swego ducha doszedł do władania doczesnością; aby doczesność poddawała się rozumnemu kierownictwu człowieka. Wtedy dopiero będzie następowała powoli humanizacja życia publicznego.

*

Na progu tysiąclecia często wracamy myślą do pierwszych wieków chrześcijaństwa w świecie i w ojczyźnie naszej. Zastanawia nas to, że gdy chrześcijaństwo stawiało swoje pierwsze kroki na brukach Romy, wśród marmurowych pałaców i świątyń pogańskich, to potężnym imperium rządzili albo wariaci, albo tyrani. Wystarczy przypomnieć dwa nazwiska: Tyberiusz i Neron. Trzeba było długiej pracy Kościoła, aby obrzydzić światu Herodów, aby – mając współczucie dla biednych dusz tyranów i wariatów – postawić nowy ideał władcy. I Kościół to uczynił. Weźcie martyrologium rzymskie, mszał czy brewiarz. Wyczytacie tam imiona świętych królów i książąt. I w naszej polskiej liturgii możecie znaleźć takich świętych. Kościół przez wieki wypracował nie tylko wzór świętego oracza, ale świętego króla i świętego władcy, bo to są sprawy wspólne, w których wszyscy jesteśmy zainteresowani.

Jest to niewątpliwie proces trudny, ale właściwy. Nieraz mówi się: moja religia jest rzeczą prywatną. Ty wcale nie jesteś osobą prywatną i dlatego nie jest prywatną rzeczą to, co się w tobie dzieje, bo to dotyczy każdego z nas. Ja jestem osobiście zainteresowany tym, co dzieje się w tobie, a ty jesteś zainteresowany tym, co dzieje się we mnie i kim ja jestem.

Dlatego też niezbędną rzeczą dla świata współczesnego jest wysoki ideał, który stawiamy sobie, naszej rodzinie, życiu społecznemu, gospodarczemu, kulturalnemu, publicznemu, narodowemu i państwowemu. Ma to olbrzymie znaczenie dla życia całego narodu. Kościół pragnie, aby na nas wszystkich odbiło się światło oblicza Bożego.

Ksiądz Kardynał Stefan Wyszyński Prymas Polski – homilia wygłoszona do wiernych Warszawy podczas obchodów Jubileuszu 1000-lecia chrztu Polski – Warszawa – 2 sierpnia 1966 r.

Na podstawie: nonpossumus.pl 
Zobacz także
Nie wyświadczajmy przysługi wrogom Kościoła
Lotnisko, rodzina, świętość

Zostaw komentarz

Treść*

Twoje Imię*
Strona www

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.