NAMYSŁY

Zdążyła krzyknąć: „Niech żyje Polska!”

We wspólnocie wiary zebraliśmy się dla słuchania Słowa Bożego i uczestniczenia w Eucharystii. „Teraz jest czas miłosierdzia” – zapisała św. Faustyna w swym „Dzienniczku”.

Wielki Post możemy nazwać szczególnym czasem miłosierdzia. Wezwanie do nawrócenia, by przyjąć dar Bożej miłości przebaczającej, niesie w sobie także wezwanie, by nieść przebaczenie tym, którzy nam zawinili. Promienie miłosierdzia, które wychodzą z otwartego Serca Zbawiciela, są na obrazie ograniczone ramami. Ale wiemy, że promienie prawdziwej łaski są nieskończone. Rozchodzą się na cały wszechświat i każdy, kto z ufnością zwraca się do Jezusa, otrzyma łaskę miłosierdzia. Piotr stawiając pytanie Jezusowi, czy aż siedem razy ma przebaczać, próbuje wprowadzić swoistą reglamentację na to jedyne lekarstwo duszy. Na szczęście, Boże miłosierdzie jest nieograniczone.

Miłosierdzie jest bezwarunkowe

Przychodzimy do Chrystusa jak dłużnik do swego pana z dzisiejszej przypowieści. Trzeba jasno powiedzieć, że dług o którym mowa w Ewangelii, jest niemożliwy do spłacenia. Ktoś obliczył, że są to dochody firmy zatrudniającej 16 tysięcy osób przez 10 lat. Pan Jezus chciał nam uświadomić, że dług grzechu nie jest możliwy do spłacenia ludzkimi środkami. Tylko miłosierdzie i wielkoduszność Pana sprawiają, że nasz grzech zostaje darowany.

Świat miłosierdzia, w który dobry Bóg wprowadza skruszonego grzesznika, staje się doświadczeniem nawróconego serca. Druga część dzisiejszej przypowieści jest przestrogą dla nas wszystkich, abyśmy uczyli się od Boga wyobraźni miłosierdzia. To właśnie postawa dziękczynienia za Boże miłosierdzie otwiera nas na potrzeby braci. Może właśnie dlatego św. Jan Paweł II kończył pielgrzymkę o „Bogu bogatym w miłosierdzie” wezwaniem z „Dzienniczka” św. Faustyny: „Ojczyzno moja kochana, Polsko, (…) Bóg Cię wywyższył, ale umiej być wdzięczna!” (1038).

Na tle tych Bożych prawd i ewangelicznych wskazań, jakie przynoszą czytania dzisiejszego dnia, pragniemy dziś ukazać wątki naszej narodowej wspólnoty, jej historii. Myślą, pamięcią, modlitwą powrócić do ludzi, którym Polska, ta dzisiejsza, wolna i niepodległa, winna jest część i pamięć. Powrócić także do czasu martyrologium naszego narodu. To nieustanny obowiązek nas, chrześcijan, dzieci polskiej ojczyzny.

Tylko Bóg zna ich imiona

O tej powinności przypominał przed laty św. Jan Paweł II. Mówił: „Nasz wiek, nasze stulecie ma swe szczególne martyrologium jeszcze nie w pełni spisane. Trzeba go zbadać, trzeba go stwierdzić, trzeba go spisać”. Ukazać naszym czasom tych naszych braci i sióstr, często „nieznanych żołnierzy wielkiej sprawy Bożej”, którzy w czasach zniewolenia przez totalitarne systemy: nazistowski i komunistyczny „cierpieli i oddawali życie”. Św. Jan Paweł II mówił o tym 7 czerwca 1999 roku w Bydgoszczy. Kilka dni przed wyniesieniem do chwały błogosławionych 108 ofiar misterium iniquitatis – męczenników II wojny światowej. Pamiętamy, że znaleźli się pośród nich także trzej kapłani związani swą posługą z polską, katolicką wspólnotą ówczesnego Wolnego Miasta Gdańska. Księża: Marian Górecki, Bronisław Komorowski, Franciszek Rogaczewski. Krzewiciele prawd Bożych i narodowego ducha. Dziś orędują u Boga za Gdańskiem, za Pomorzem.

Wezwanie św. Jana Pawła II ma nie tylko eklezjalny wymiar. Jego adresatami są nie tylko świadkowie Chrystusa, którzy dla Jego Imienia oddali życie. Są nimi także ci, którzy stanęli w obronie ojczystych praw, ludzkiej godności i honoru. Tylko Bóg zna imiona ich wszystkich. Pośród nich szczególna grupa. Żołnierze Polski Niepodległej. Obrońcy domowych progów i Bożych ołtarzy. „Na ilu to miejscach ziemi ojczystej padał ten żołnierz. Na ilu to miejscach Europy i świata przemawia swoją śmiercią, że nie może być Europy sprawiedliwej bez Polski niepodległej na jej mapie?” Często przypominamy te słowa pamiętnej homilii świętego Jana Pawła II wygłoszonej na warszawskim placu Zwycięstwa w 1979 roku. Przywołuję je także dziś.

My chcemy Polski – polskiej

Umiłowani! Dziś zgromadzeni w parafii pw. świętego Jana Bosko w bezkrwawą ofiarę Chrystusa włączamy naszą modlitwę za tych, których określa się mianem Żołnierzy Wyklętych. I za jedną z nich, Danutę Siedzikównę „Inkę”, której pomnik poświeciłem i pobłogosławiłem.

Przyszło im dokonywać życiowych wyborów w nadzwyczaj trudnym okresie. Kiedy zachwiał się gmach ojczyzny. Kiedy wspólnota naszego narodu stanęła wobec zaskakujących wydarzeń. Bowiem u schyłku II wojny światowej Polska, najwierniejszy sojusznik antyhitlerowskiej koalicji, decyzją zwycięskich mocarstw została podporządkowana Związkowi Sowieckiemu. Utraciła wolność, niepodległość, a także ponad połowę swego terytorium. Rozpoczął się exodus tysięcy mieszkańców wschodnich województw Rzeczypospolitej. Trzeba było zostawić miejsca w których biegło życie pokoleń, rodzinne domy, świątynie, cmentarze. Szukać nowego miejsc osiedlenia na włączonych do Polski ziemiach zachodnich i północnych, także tu, w zniszczonym niemal doszczętnie Gdańsku. Ale przecież nowym komunistycznym, narzuconym Polsce władzom nie udało się złamać stosu pacierzowego tysiącletniego, chrześcijańskiego narodu. Rzucić polskiej wspólnoty na kolana. Wymusić zgodę na nową sytuacje. Zainfekować ideologią obcą duchowi naszej ziemi.

Różne były formy społecznego oporu przed agresją nowego systemu. Dziś wspominamy rozpoczętą wtedy epopeję podziemia niepodległościowego. Epopeję Żołnierzy Wyklętych. Stawili zbrojny opór sowietyzacji ojczyzny. Podjęli walkę o jej suwerenność i niepodległość. Uczynili to z potrzeby serca. Z oczekiwania na zmianę sytuacji politycznej, jaką miały przynieść oczekiwane i zapowiadane wolne wybory. Nade wszystko w imię nadziei, także tej wywiedzionej z wiary świętej, ze słów Apostoła Pawła: „Ku wolności wyswobodził nas Chrystus. A zatem trwajcie w niej i nie poddawajcie się na nowo pod jarzmo niewoli” (Ga 5,1). To wtedy w wielu miejscach Najjaśniejszej Rzeczypospolitej, także za nowym kordonem granicznym, na Wileńszczyźnie, w Ziemi Nowogródzkiej i Grodzieńskiej, poczęło się rozlegać wołanie: „Jeszcze Polska nie zginęła”. Wołanie Żołnierzy Wyklętych – Żołnierzy Niezłomnych.

Nie chcieli Polski spod znaku sierpa i młota. Opanowanej przez system polityczny i ideologiczny głoszący fałszywe ideały sprawiedliwości, równości, braterstwa, wolności. Chcieli tej, którą znali, która ich kształtowała, której drogą szły pokolenia. Polski spod znaku orła w koronie. Spod znaku Maryi – Bogurodzicy Dziewicy. Wielu leśnych żołnierzy przytwierdzało do swych mundurów ryngrafy z Jej wizerunkiem. Na ulotkach pisali: „(…) nie jesteśmy żadną bandą, tak jak nas nazywają zdrajcy i wyrodni synowie naszej ojczyzny. My jesteśmy z miast i wsi polskich. My chcemy, by Polska była rządzona przez Polaków oddanych sprawie i wybranych przez cały naród (…) my chcemy Polski suwerennej, Polski chrześcijańskiej, Polski – polskiej”.

Epopeja Żołnierzy Wyklętych. Przez lata wyszydzana, zakłamywana, zohydzana. Bandyci, zdrajcy, zaplute karły reakcji – tak Ich nazywano. Pozbawieni praw, tropieni, więzieni, mordowani. Ci, którzy wyszli z więzień byli szykanowani, inwigilowani, spychani na margines życia. Obywatele drugiej kategorii.

Ale przecież mówił Jezus: „Nie ma bowiem nic ukrytego, co by nie miało wyjść na jaw” (Mk 4, 22). Przyszedł wreszcie ten czas, że prawda o drodze Żołnierzy Wyklętych, ich drodze, walce, cierpieniu poczęła być przywracana narodowej pamięci, rozpoznawana, dokumentowana, opisywana. Dzieje się to wysiłkiem wielu, przede wszystkim Instytutu Pamięci Narodowej. W 1945 roku, w okresie największej aktywności niepodległościowego podziemia, ponad pół miliona ludzi tworzyło społeczność Żołnierzy Wyklętych. Dwadzieścia tysięcy walczyło w leśnych oddziałach, kolejnych kilkaset tysięcy w różnorodny sposób leśnych ludzi wspomagało: aprowizacją, schronieniem, łącznością, wywiadem. Liczebność leśnych żołnierzy z biegiem lat malała. W efekcie akcji podejmowanych przez wojska NKWD, jednostki UB, KBW, MO. Także wydarzeń zewnętrznych: braku reakcji mocarstw zachodnich na sfałszowane wybory do Sejmu Ustawodawczego, ogłoszenia amnestii. Niezłomni trwali. Wierni – do końca. Ostatni z Żołnierzy Wyklętych, Józef Franczak „Lalek”, poległ w październiku 1963 roku.

A wymiar ich ofiary rzuconej na stos polskiej wolności? Z rąk polskich i sowieckich komunistów zginęło ich ok. 8 600. 5 tysięcy skazano na karę śmierci. Ponad połowę tych kar wykonano. W obozach i więzieniach ponad 20 tysięcy poniosło śmierć. To wciąż niepełne dane. „Gdzie są ich groby, Polsko! Gdzie ich nie ma! Ty wiesz najlepiej – i Bóg wie na niebie” – słowami poety Artura Oppmana pytał przed laty św. Jan Paweł II, patrząc na warszawski grób Nieznanego Żołnierza. A gdzie wasze groby Żołnierze Wyklęci? W kloacznych dołach, więziennych piwnicach, w zamaskowanych leśnych jamach, w zakątkach komunalnych cmentarzy. Bywa, że przykryte innymi grobami, niekiedy waszych oprawców, jak to ma miejsce na warszawskich Powązkach, na tzw. Łączce. Także te wciąż niezlokalizowane. Ale przecież nie zatrzasnęła się na głucho polska ziemia. Trwają poszukiwania. W wielu miejscach odnajdywane są doczesne szczątki naszych braci, wrzuconych do bezimiennych mogił. W Warszawie, Wrocławiu, Białymstoku, innych miastach.

Także u nas, w Gdańsku, na Cmentarzu Garnizonowym, gdzie chowano więźniów z aresztu przy ul. Kurkowej. Prowadził tam prace zespół Pana profesora Krzysztofa Szwagrzyka. To tam pochowano „Inkę”. Z badań archiwalnych wynika, że w Gdańsku wykonano 25 egzekucji na Żołnierzach Wyklętych.

Długo czekali na swe pogrzeby. Godne ich ofiary. W ich intencji płynie i płynąć będzie do Pana Wieków nasza modlitwa o światłość wiekuistą dla nich, o „niewiędnący wieniec chwały” (1 P 5,4). To dla nich w narodowe rocznice będą brzmieć wojskowe werble. Dla żołnierzy polskiej wolności poległych na polu chwały.

Żywot piękny duchem i czynami

Umiłowani! Dziś spośród tysięcy tych, którzy poszli na wezwania Polski Niepodległej, przeciwstawili się zniewoleniu ojczyzny, zapłacili za to swym życiem, wydobywamy jedną postać, jeden młody żywot – piękny duchem i czynami.

Danuta Siedzikówna, pseudonim „Inka”. Przyszła na świat w 1928 roku. Jej rodzinny dom to leśniczówka w Olchówce koło Narewki. W podlaskiej, leśnej krainie, w pobliżu ostępów Puszczy Białowieskiej. W czasach jej dzieciństwa nie umilkły jeszcze echa leśne powstania styczniowego. W tamtej podlaskiej okolicy wciąż żywa była legenda ostatniego powstańczego generała, księdza Stanisława Brzóski straconego w 1865 roku na rynku w Sokołowie Podlaskim. Wzrastała w polskim, katolickim domu. Ojciec Danuty, Wacław, leśniczy, niegdyś student w Petersburgu, zesłany w 1913 roku na Syberię za udział w konspiracji niepodległościowej, wrócił stamtąd dopiero po 13 latach. Matka, Eugenia z Tymińskich, była spokrewniona z rodziną Piotra Orzeszki, męża pisarki Elizy Orzeszkowej. Wojna zburzyła ład życia. Ojciec Danusi został wywieziony przez NKWD pod Krasnojarsk. Po umowie Sikorski-Majski żołnierz Armii gen. Andersa. Zmarł na jej szlaku w Iranie. Matka w czasie okupacji niemieckiej wstąpiła do AK. Aresztowana i stracona w 1943 roku w lesie pod Białymstokiem. To, co zostało Danusi to dwie siostry, babcia i Polska. Jakiś czas uczyła się w salezjańskiej szkole w Różanymstoku, sławnym na Podlasiu sanktuarium Maryjnym. Wzorem matki także wstąpiła do AK.

Tuż po wojnie aresztowana przez UB, szczęśliwym trafem została odbita przez partol akowski. Rozpoczęła służbę sanitariuszki w niezłomnej 5. Wileńskiej Brygadzie majora Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki”. Wiosną 1946 roku, wraz z oddziałem znalazła się w północnej Polsce. Uczestniczyła w walkach z grupami operacyjnymi UB, MO i KBW. Nie posiadała broni. Podczas akcji bojowych udzielała pomocy zarówno rannym partyzantom, jak i milicjantom. W lipcu 1946 roku został wysłana do Gdańska, m.in. po lekarstwa i medykamenty. Rankiem 20 lipca na skutek zdrady została aresztowana, osadzona w więzieniu przy ul. Kurkowej. Przeszła okrutne śledztwo. Nikogo nie wydała. Niczego nie ujawniła. W wyniku fałszywych zeznań została oskarżona m.in. o to, że wydała polecenie zastrzelenie dwóch funkcjonariuszy UB podczas akcji w Tulicach pod Sztumem. 3 sierpnia 1946 roku została skazana na śmierć. Wyrok na niej i na Feliksie Selmanowiczu, „Zagończyku”, żołnierzu Łupaszki został wykonany 28 sierpnia. Przed egzekucja była spokojna, pogodzona ze swym losem. Takie świadectwo zostawił spowiednik skazańców ks. Marian Prusak, pełniący wtedy posługę w kościele garnizonowym pw. Świętych Apostołów Piotra i Pawła. Obojenie pozwolili sobie zawiązać oczy. Ucałowali krzyż. Padł rozkaz: „Po zdrajcach narodu polskiego, ognia”. Danusia zdążyła krzyknąć: „Niech żyje Polska”. Za sześć dni skończyłaby 18 lat.

Umiłowani! Danusia Siedzikówna „Inka”. Pszeniczny kłos polskiego życia, który ledwie zaczął dojrzewać, ścięty w godzinie egzekucji. Trzeba było lat, aby ziarno tego przerwanego gwałtownie życia zaowocowało. Przedarło się przez złoża kłamstwa, potwarzy, cynizmu. Przez czyny, słowa, ludzi o zbrukanym, nieczystym sercu. Ukazało swoje duchowe piękno, godność, swoją – nie waham się użyć tego słowa – wielkość. Droga „Inki” w służbie Niepodległej, jej niezłomna postawa, dramat jej życia w ostatnich latach urosły do rangi symbolu – przejrzystego, przejmującego, trafiającego do serc, szczególnie młodego polskiego pokolenia.

Pierścienie „Inki”

To te dobre emocje, empatia, zataczające coraz szersze kręgi zainteresowanie drogą „Inki” tworzyło duchowy grunt dla inicjatywy wzniesienia tego pomnika. Stanął w sąsiedztwie świątyni oddanej w pieczę księżom Salezjanom. To ich konfratrzy, duchowi synowie św. Jana Bosko, wielkiego wychowawcy młodzieży, ukazywali Danusi Siedzikównej w podlaskim Różanymstoku piękno i sens wiary świętej i wartość ojczyzny.

Dziękujemy Kapitule Pierścienia INKI – Danuty Siedzikówny za utwierdzanie i zakorzenianie pamięci o Ince w najżyźniejszej glebie – w ludzkich sercach. Dziękujemy za inicjatywę wykonanych ze srebra 50 sztuk Pierścieni wraz z legitymacjami. Inskrypcja na pierścieniu brzmi „TAK TRZEBA” – INKA, a w tzw. „oczku” znajduje się srebrny orzeł na amarantowym tle. Pierścień ten wręczany będzie osobom szczególnie zasłużonym dla krzewienia pamięci o „Żołnierzach Wyklętych”.

Narodowy Dzień Żołnierzy Wyklętych

Inicjatywę ustawodawczą w zakresie uchwalenia Narodowego Dnia Żołnierzy Wyklętych podjął w 2010 roku prezydent Lech Kaczyński. Uzasadnienie dołączone do projektu ustawy głosiło, że ustanowienie święta „jest wyrazem hołdu dla żołnierzy drugiej konspiracji za świadectwo męstwa, niezłomnej postawy patriotycznej i przywiązania do tradycji patriotycznych, za krew przelaną w obronie Ojczyzny (…). To także wyraz hołdu licznym społecznościom lokalnym, których patriotyzm i stała gotowość ofiar na rzecz idei niepodległościowej pozwoliły na kontynuację oporu na długie lata (Druk sejmowy nr 2854).

Czy warto było? Czy trzeba było podnosić oręż sprzeciwu przeciwko Goliatowi tamtych czasów? Przeciwko systemowi, który ujarzmił tak wiele ludów i narodów i wtedy, za przyzwoleniem sojuszniczych mocarstw, wyciągnął dłonie po kolejną zdobycz– Najjaśniejszą Rzeczpospolitą? To nie my powinniśmy stawiać takie pytanie. To nie my powinniśmy być recenzentami tamtych decyzji. To oni, Żołnierze Wyklęci, takie pytania sobie stawiali. Byli świadomi ceny, jaką przyjdzie im zapłacić za tamto odważne, uparte, jednoznaczne „tak” powiedziane wtedy temu wszystkiemu, co Polskę stanowi. Jednak podjęli wyzwanie. To także z ich trudu, cierpienia, krwi, wzgardy, niepamięci, jakiej im nie szczędzili ludzie o twardych, przewrotnych sercach, zrodziła się polska wolność. Rezultat drogi i ofiary pokoleń, a nie tylko efekt tzw. transformacji ustrojowej.

Ku wam, Czcigodni Weterani Podziemia Niepodległościowego, kieruję dwa słowa, świadectwo szacunku, uznania, wdzięczności: Chwała bohaterom! Chwała wam. Chwała waszym Towarzyszom broni, tym, którzy polegli, zostali straceni, zamęczeni, zmarli.

Umiłowani! Otwórzmy jeszcze szerzej nasze serca na to wiano służby, ofiary, miłości ojczyzny. Wiano pokolenia Żołnierzy Wyklętych. Przyjmijmy je na nasze duchowe umocnienie. Na zrozumienie jak wielka była cena naszej odzyskanej wolności. Jak bardzo trzeba ją cenić, umacniać i utwierdzać w zgodzie z naszą wiarą, tradycją, kulturą, tożsamością. Wystrzegać się tego, co może ją skrzywdzić, spłaszczyć, zranić, może nawet zdradzić i zniweczyć. Chronić przed niebezpieczeństwami i zagrożeniami. Szczególnie tymi, które płyną z serc nieczystych. Przewrotnych i podstępnych.

„Jest mi smutno, że muszę umierać, powiedzcie mojej babci, że zachowałam się jak trzeba” – to słowa Danuty Siedzikówny wypowiedziane przed egzekucją. Zachowałaś się jak trzeba, sanitariuszko Inko. Wtedy, w ostatnich dniach i godzinach swego młodego życia. I także wtedy, gdy ze swego leśnego zaścianka wyruszyłaś na tragicznie przerwany szlak ku Niepodległej, ze swoją młodością, czystością serca, dziewczęcymi pragnieniami i marzeniami, aby Polska była domem wolności, prawdy, wierność, Bożego pokoju.

„Prawy zamieszka w domu Twoim, Panie” (Ps 15). Niech tam w niebieskiej ojczyźnie, Bóg da ci pić ze źródła wody życia. Trwaj w pamięci Polski, trwaj w pamięci Gdańska. Chwała bohaterom!

Amen

Ks. abp Sławoj Leszek Głódź – metropolita gdański – homilia wygłoszona w Parafii pw. Św. Jana Bosko w Gdańsku – Oruni – 1 marca 2016 r.

Na podstawie: diecezja.gda.pl
Zobacz także
Jak przygotować się do kanonizacji Błogosławionego Jana Pawła II?
Mamy swoje krzyże i oczywiście nie tylko my je mamy

Zostaw komentarz

Treść*

Twoje Imię*
Strona www

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.