NAMYSŁY

Szukajmy Boga w swoim sercu

Dwa niezwykle odważne stwierdzenia wypowiedział o sobie Chrystus. Przypomina je Kościół w okresie Męki Pańskiej. Najbardziej tragiczne fragmenty z życia Chrystusa wyjmuje teraz Kościół, aby człowiek zechciał uwierzyć Bogu, który jest Miłością.

SPÓR I WALKA O PRAWDĘ

Tragiczna to walka. Szczytowy jej moment, gdy Bóg staje przed człowiekiem i jest przez człowieka sądzony: Chrystus przed Piłatem. Piłat uzbrojony w potęgę władzy czuje się bezpieczny w swej mocy. Ale ten zasiadający na Lithostrotos namiestnik cezara nagle jest zaniepokojony. Oto stawiają przed nim Człowieka i wiele skarg zanoszą przeciw niemu, a On – milczy. To milczenie jest siłą, zastanawia i zbliża sędziego do Podsądnego: Ktoś ty jest? Lecz Jezus mu nie odpowiedział. Nie mówisz do mnie? Nie wiesz, że mam moc skazać ciebie i mam moc ciebie wypuścić? – «Nie miałbyś żadnej władzy nade mną, gdyby ci z góry nie było dane. I dlatego ten, kto mnie wydał tobie, większy grzech ma» (J 19,9-11).

Zasłyszał, że ten skromny człowiek, Galilejczyk, prostak, utrzymywał, jakoby był królem. Toś ty jest król? – «Tyś powiedział, żem ja jest król. Jam się na to narodził i na to przyszedłem na świat, aby świadectwo dać prawdzie. Wszelki, kto z prawdy jest, słów moich słucha». Rzecze mu Piłat: «Co to jest prawda?» (J 18,37). Tu spotkał się mocarz dufny w potęgę koni i wozów z prawdą. Prawda. Cóż to jest prawda?

Ludzie piastujący władzę myślą, że mają wszelkie prawa. Nie czekają odpowiedzi. I Piłat nie czekał, miał przecież władzę. Posiadana władza jest niebezpieczna, zwłaszcza dla lichot. Władza demoralizuje, w głowie przewraca. Piłat pyta, lecz nie czeka na odpowiedź. Toś ty jest król? – To go niepokoi, tylko to.

Odważne jest to królewskie stwierdzenie: Jam jest prawda. Trzeba było człowieka który ma poczucie władzy, by powiedzieć, iż władza nie jest wszystkim. Oprócz władzy i siły jest prawda, może bezbronna, naga – ale jest.

I drugie oświadczenie Chrystusa: Jam jest światłość świata (J 8,12). Jeszcze przez krótki czas jest wśród was światłość (J 12,35). Ludzie będą się starali zgasić tę światłość, bo każdy, kto czyni zło, nie wychodzi na światłość, aby nie były zganione uczynki jego. Tak wygląda spór o Boga. Jest niezwykle typowy, powtarza się. Pomnik ewangeliczny: jedni mówią – literatura, inni – świadectwo ważkie, liczące dwa tysiące lat, wybitnie aktualne i dzisiaj.

MOTYWY WALKI Z PRAWDĄ

Widzimy różne motywy walki z prawdą. Najpierw to lęk, który ogarnia ludzi posiadających władzę. Dlaczego ma umrzeć Chrystus? Motyw jest wybitnie patriotyczny. Przyjdą Rzymianie, zabiorą kraj nasz i naród (J 11,48). Trzeba więc zgnieść prawdę. Rzymianie grożą, więc trzeba Go zabić. Lepiej, by jeden człowiek zginał za naród. Nienawidzą cezara, lecz za chwilę wołać będą: Nie mamy króla, jeno cezara! (J 19,15). W walce z prawdą każdy argument się przyda. Byleby On zginął, byleby prawda umarła.

Ale mogą być inne argumenty w walce z prawdą, bo prawda jest wielka, olbrzymia i może zatłumić małe mózgi. Jest olbrzymia, stąd wiele może być przeciw niej argumentów. Wielkość prawdy przeraża. Ona zakrywa prawdy „gramowe”, malutkie zdobycze resortowe, osiągnięcia minimalne, zda się niedostrzegalne bez mikroskopu i bez urządzeń technicznych. Jest tak olbrzymia i nieogarniona, że przekracza ludzkie możliwości, bo człowiek, choć dumny jest ze swego umysłu, nie posiada aż tak olbrzymich możliwości. A więc, lęk przed prawdą, przed jej bezkresną wielkością.

Mnóstwo jest motywów walki z prawdą; są prawdy wielkie, wspaniałe, wysokie i małe, malusie, przejściowe, koniunkturalne, na miarę, na jaką człowieka stać. Dla Heroda prawda, to zabawka, dla Piłata – zagrożenie porządku, dla Judasza – garść srebrników, dla Magdaleny – łzy pokutne, dla Maryi- miecze boleści. Za prawdę płaci się tym, kim się jest. Ceną prawdy jest to, na co człowieka stać i sprzedaje ją za to, na co go stać. Spór o prawdę toczyć się będzie zawsze. Jest w nim wieki sens dla człowieczeństwa.

NORMA PRAWDY? – «VERITAS AETERNA»

Norma prawdy, najmilsi, musi być niezwykle wysoka i musi istnieć poza nami. Tego wymaga ogólny sens wysiłków, które człowiek wydobywa z siebie. To, że prawda jest tak ogromna i nieogarniona, aż lękamy się spojrzeć jej w oczy, to jest olbrzymi wkład w sens postępu. Dlaczego taka jest norma prawdy? Tak wielka? Dlatego, że prawda jest entuzjastycznym celem człowieka. Dążenie do tego celu ogarnia i trwa przez pokolenia. Im trudniej go poznać i osiągnąć, tym niepokój silniejszy. Jest to bodziec postępu.

Gdy człowiekowi się wydaje, że już posiadł prawdę, jakiś okruch i cząstkę całej wiedzy, nagle wyczuwa, że jest po prostu analfabetą. Zdaje się, że tak będzie jeszcze długo, choć umysły deterministyczne uważają, że są u skraju możliwości. Ale- Veritas aeterna! I może po epoce atomowej, w której wiedza zagraża światu, przyjdzie taki moment, taki maluchny moment, jak poczęcie człowieka w łonie, jak pęknięcie ziarenka, z którego wydobywa się nowy pęd życia, jak podróż sztolnią w serce ziemi, która odsłania jakieś niezwykłe pokłady. Okaże się wtedy, że wiedza, od której traciliśmy głowę, jest tylko bełkotem analfabetów, że są nowe, nieogarnione jeszcze możliwości poznawcze.

Trzeba mieć wielkie zaufanie do ludzkiego umysłu. Trzeba mieć wielkie zaufanie do globu, po którym łaskawie depczemy tak pewnie i bezpiecznie, choć zawsze nad przepaścią ognia gorejącego wewnątrz. A jednak, ileż zależy od jednej szczeliny, przez którą może ukazać się ogień! Są takie punkciki na globie: Etna, Wezuwiusz, Fudżijama, które ukazują potęgę ziemi.

A więc musi być cel jakiś zdobywany przez umysły entuzjastyczne, cel – norma. Ta norma prawdy leży bardzo daleko i bardzo głęboko: w naturze Boga i w naturze człowieka.

«ANATHEMA SIT!» – BODZIEC POSTĘPU

Ale też ta norma tak daleka, odległa, nieosiągalna i wieczna jest sprawdzianem wysiłków ludzkich na drodze postępu. W naszej pracy kameralnej, gdy siedzimy w pyle, otoczeni regałami ksiąg, wydaje się nam, że jesteśmy kimś, że imponujemy światu wiedzą. Czujemy się niezaprzeczalnymi autorytetami i do głowy nam nie przychodzi, że ktoś może w ten autorytet wątpić. A tu spada na nas: anathema sit!

Uważa się, że to jest wstecznictwo, obłuda i zniewaga dla człowieka XX wieku. Lecz jeśli ziarno pszeniczne wpadłszy w ziemię nie obumrze, samo zostaje, lecz jeśli obumrze, wiele owocu przynosi (J 12,24-25).

Jeśli ktoś jest ziarenkiem, które nie obumarło sobie, to anathema sit jest dla niego karą. Lecz jeśli obumrze, wiele owoców przyniesie. I takie „obumarcie sobie” pysznej głowy może pobudzić ją do nowych powątpień i pytań: jak to jest? Utrum Deus sit? Niezwykła to odwaga teologa, który ma prawo i musi pytać, jak właściwie jest w każdej innej dziedzinie wiedzy.

Gdy zajmiemy się historią jakiejś nauki, widzimy w niej okres pączkowania, rozwijania liści, wzrostu, jakby propaganda siebie: kwiaty, owoce, sukces, triumf, nagrody. A potem człowiek skłania siwą, spracowaną głowę na zawalone papierzyskami biurko, bo głowa ciąży pełnią niewiedzy: Wiem, że nic nie wiem. A jakiś mój uczeń czy asystent będzie ważył i mówił: ad primum: concedo, ad secundum: nego. Wielki człowiek nauki, choć ma pomniki, napisane tomy, jest ziarenkiem, które wtedy tylko owoc przyniesie, jeśli obumrze. Tym owocem stokrotnym jest może nie tyle jego książka, ile wolny człowiek, który żyje w tomach podległych orzeczeniu: anathema sit.

Odchodzisz, lecz zostają twoi uczniowie i pytać będą: kim jesteś? Utrum verax sit? Jeśli będziesz człowiekiem, który nie obumarł sobie, będziesz się martwił, że uczeń cię przewyższył, lecz jeśli umarłeś sobie, będziesz się cieszył, że człowiek wolny zwyciężył.

A więc: anathema sit mówi nie tylko kościół, lecz i twoi następcy. Uszanują cię, jak my szanujemy wiedzę przyrodniczą średniowiecza, którą uważamy za stopień w rozwoju i w postępie, bo, aby się wznieść wyżej na drabinę, trzeba się oprzeć o szczeble, które tkwią w błocie. Takie są losy i dzieje wielkości, która tylko wtedy jest wielkością, kiedy jest pokorna i ma odwagę być małością.

Zatem anathema sit nie jest wstecznictwem. Jest bodźcem postępu! Tylko jeden Człowiek mógł bezpiecznie powtarzać, że jest Prawdą, Człowiek-Bóg. Ale nawet Bogu-Człowiekowi można stawiać pytania i mieć wątpliwości. Przyczynia się to do postępu.

„ABYŚCIE BYLI SYNAMI ŚWIATŁOŚCI!”

Zakończył Chrystus swój spór z faryzeuszami, mówiąc: Dopóki światłość macie, wierzcie światłości, abyście byli synami światłości (J 12,36). Owa światłość jest nieosiągalna, ciągle ponad nami. A my się do niej wspinamy jak mrówki po dębie. Abyście byli synami światłości. To odwaga Boga! To zniewaga i policzek dla uczonego świata! A więc: „jest Bóg!” Ta zniewaga jest jednak ratunkiem i szczęściem dla uczonego świata. Ludzie muszą się nieustannie „brać za bary” z Bogiem. Nie dadzą się w tych zapasach i będą wciąż powtarzać: jam jest prawda.

Musi być światu rzucona zniewaga: abyście byli synami światłości, bo Syn rodzi się z Ojca, Lumen de Lumine, jako Światłość ze Światłości, jako prawda z prawdy. Jeżeli Chrystus nakazuje, abyśmy byli synami światłości, to znaczy, że każe nam się porównać ze Światłością, ze sobą samym, z Bogiem! Patrzcie, Bóg sam mnie roznamiętnia, abym się z Nim porównał.

To jest odważne! Ale to nam mówi sam Chrystus. To nam powtarza Kościół, ten Kościół, który tak często uważany jest za tłumiciela postępu ludzkiego. Kościół powtarza nam: macie się genetycznie wyprowadzać ze Światłości, macie się z nią porównać i mieć ambicję dorastania do jej miary.

ŚLADY, PO KTÓRYCH ŚWIATŁOŚĆ CHODZI – PRAWA NATURY

Nie jest to rzecz łatwa. Dlatego trzeba wejść na ślady po których Światłość chodzi.

Prawda, jest to zgodność umysłu z rzeczywistością. Współczesne zwłaszcza badania muszą być odważnym zejściem do rzeczywistości i szukaniem prawdy w naturze rzeczy, w naturze stworzenia i w naturze Ojca stworzeń.

Kościół zachęca nawet swoich kapłanów, aby obok studiów teologicznych interesowali się filozofią człowieka, aby poznawali prawa przyrodzone normujące istnienie i byt osoby ludzkiej. Człowiek dlatego stał się niewolnikiem, że studium nad społecznym charakterem człowieka jest jeszcze w powijakach. I dlatego też człowiek współczesny gwałcony jest w swych prawach i obowiązkach społecznych. W takiej sytuacji, drodzy moi, ratunkiem może być powrót do tego, co wyszło z rąk Boga.

GWAŁT ZADANY NATURZE RZECZY

Pierwsza kara za gwałt zadany naturze rzeczy to coraz bardziej postępujące zagubienie człowieka w skomplikowanym i gorączkowym życiu współczesnym. Człowiek pragnie się odnaleźć, tylko nie ma czasu myśleć o sobie. To tylko Kościół zapędza nas na rekolekcje, by się człowiek uciszył i spojrzał w siebie. Gdzie indziej ideałem jest produktywizm i aktywizm. A tymczasem należałoby rzec: usiądź, bracie, zamknij oczy, wniknij w siebie i pomyśl, kim jesteś. Spustoszeniem spustoszona jest ziemia – mówi mędrzec z czasów Salomona – bo nie masz, kto by rozważał w sercu swoim.

Kim właściwie jesteśmy? Niewolnikami technicyzmu naukowego. To jest straszliwa niewola, która nas, ludzi zdolnych do samodzielnego myślenia, zamienia w półanalfabetów. Świadczą o tym współczesne, wyższe, techniczne studia specjalne. Nie mamy czasu być sobą, myśleć, że tak powiem, na własny rachunek; najczęściej odrabiamy zadania i zamówienia społeczne. Załatwiamy wszystko systemem biurkowym: i nasze wykłady, i książki, i artykuły w prasie. A gdzie podziałeś wolność, niewolniku? Gdzie twój mózg?

Kto ci o tym mówi? Przedstawiciel „Ciemnogrodu!” Nie szkodzi, dzieci, nie szkodzi! Ja i to połknę. I moje ziarno musi obumrzeć, aby owoc przyniosło, a o to idzie, by owoc był stokrotny i by trwał. Nic nie szkodzi, wiedzcie, nieprawość oszukuje sama siebie. Wszyscy o tym wiedzą, tylko ona tego nie wie, ona jedna tego nie rozumie.

WIEDZA I WIARA

Być synami światłości, to mieć za cel – zdobycie prawdy. Dziś wszędzie panuje półanalfabetyzm: są wydziały, sekcje, katedry, jest ich wiele. Dawna universitas studiorum sprzedawana jest na gramy i dlatego człowiek ma mózg poszufladkowany. Specjalizacja jest potrzebna, lecz zbytnia specjalizacja rodzi błędy przez brak ogólnego spojrzenia.

Nie można uważać za szczyt osiągnięcia, że się nie wierzy.

Niewiedza to mniej niż wiedza, a niewiara, mniej niż wiara, bo „nie”, to negacja, słabość. Nie wolno chwalić niewiedzy, ale też nie wolno chwalić niewiary, bo pozytyw jest postępem. I w dziedzinie wiedzy musimy wierzyć. Ale gdy nie wiem (w dziedzinie tak zwanej wiary – religii), muszę skłonić głowę i wierzyć. Sobór Watykański żąda od nas wiedzy w dziedzinie religii, wiedzy do granic dogmatu. W miarę rozwoju poznania granice dogmatu będą się zwężały, aż dojdziemy do poznania twarzą w twarz (1 Kor 13,12). Kościół nas zachęca do tego, by to „wiem” było coraz szersze.

PRZEZ PRAWDĘ DO DOBRA I DO MIŁOŚCI

U celu naszych studiów leży wola i szlachetna intencja, by dawać dobro. Ta intencja chroni nas od ambicji, zarozumialstwa, powierzchowności, rozumowania nie mózgiem, a nożycami, którymi obcina się filozofię. Zuchwalstwo niedokształconych, co mówią odważnie o rzeczach, których nie rozumieją, to prymityw, zniewaga dla człowieka, który ma prawo myśleć. To „argumenty” – bez argumentów, „myśli” – bez myśli, „fakty” – bez faktów…

Celem naszym jest, by przez prawdę pomagać do dobra. Ale do tego trzeba pokory, wiele pokory.

Dziś często jeszcze atrament nie obeschnie, a już podpisuje się umowę, bierze pieniądze, oblicza „wierszówki”. To jest handel w dziedzinie myśli. To nieszczęście dla sztuki i nauki, gdy jest zbyt sprzedajna. Człowiek pracuje wtedy nie dla archiwów, lecz dla młynów papierowych. Zbyt łatwo dać się namówić na umowę, to niebezpieczne. Człowiek jest wówczas kupionym niewolnikiem.

Pamiętam, zastałem kiedyś swego profesora drącego notatki z wykładów. – Co profesor robi? – Niszczę, bo w przyszłym roku miałbym pokusę mówić to samo. Permanentny skrypt, z którego wykuwa się niewolnik dyplomu, skrypt, produkcja półinteligentów, to tragedia współczesnej wiedzy.

Chodzi nadto o to, aby bardziej miłować. Wiedza nie może mieć za cel nienawiści. Jeśli wiedza nie powiększa światła miłości, czym się staje? Trzeba odkryć miłość w prawdzie! Prawda ma w sobie siłę jednoczenia. Tym bardziej jednoczy, im bardziej jest prawdą.

Humanis – divina! Gdy wiedza w człowieku łączy się z wiarą, można być o nią spokojnym. Wiedza jest pokorna, by służyć pokornie braciom.

SŁUŻBA PRAWDZIE W SKUPIENIU I ASCEZIE

Wiedza jest spokojna. Wiedza to nie jest gość hałaśliwej ulicy. Co czyni uczony, który mieszka przy gwarnej ulicy? Czeka, aż hałas ucichnie, bo zabija myśl. Hałaśliwość to objaw półinteligencji współczesnego człowieka.

Zetknąłem się z ludźmi wychowanymi przez telewizory. Cóż mają? Prócz straty oczu wypłycenie mózgu. Teraz już tylko wygodny fotel, pantofle, pozycja odbiorcy. Co wyrośnie z takiego pokolenia nie wdrożonego do żadnego wysiłku? Do wynalazków trzeba dorosnąć. Gdy człowiek nie osiąga pewnego poziomu moralnego, a sięga po technikę, może to być dlań katastrofą.

Jestem przerażony warunkami, w jakich żyje i pracuje młodzież akademicka. W domach akademickich nie ma miejsca, gdzie można by spokojnie popracować i pomyśleć. A trzeba umieć być samemu, izolować się rozumnie. Trzeba samotnie przyswoić sobie to, co się wzięło od innych. Widać, że służba prawdzie i droga do prawdy łączą się z ascezą. Życie bez ascezy nie da się połączyć z postępem i wiedzą.

NIEPOROZUMIENIA XX WIEKU

Entuzjazm umysłu, woli i serca to synteza, to universitas ducha. Człowiek nie może być indyferentny. Ideałem indyferentyzmu jest trumna.

Laicyzm to filisterski produkt kapitalizmu i masonerii z połowy XIX wieku. Dlaczego mamy się dziś nim zachwycać? Mówią, że jesteśmy kulturalnie opóźnieni o cały wiek. Trzeba się dziwić, że ten produkt filisterskich finansistów ubiegłego wieku ma u nas odbiorców, w kraju mającym wielkie ambicje przodującego postępu. Lecz są to tylko nieporozumienia, gdy się prawdy szuka nieszczerze.

Tym więcej, drodzy moi, ambicje nasze muszą iść ku Temu, który jest Światłością ze Światłości, prawdą z prawdy. Możemy dziś powiedzieć za Chrystusem: Nie bój się, córko syjońska, nie bój się Chrystusa. Oto Król twój przybywa siedząc na źrebięciu oślicy (Za 9,9). Błogosławiony, który idzie w imię Pańskie (Ps 117,26).

Jeśli ziarno pszeniczne, wpadłszy w ziemię, nie obumrze, samo zostaje, lecz jeśli obumrze, wiele owocu przynosi (J 12,24). Chodźcie, póki światłość macie, żeby ciemności was nie ogarnęły, abyście byli synami światłości (J 12,35).

«HUMANIS DIVINA»

Im ktoś ma większe ambicje naukowe, tym bardziej potrzebna mu jest ta niezwykle spokojna, trzeźwa księga: Nowy Testament – Dobra Nowina. Wam wszystkim: małym, początkującym czy wielkim uczonym, po bratersku radzę: połóżcie na swoim biurku tę małą książeczkę: Cztery Ewangelie. Kiedy po ciężkiej pracy będziecie zmęczeni, kiedy się ciemno zrobi w waszej myśli zasypanej drobiazgami, musicie mieć jakąś potężną myśl. Wtedy uspokoi was światłość prawdy Ewangelii. Pozwoli przezwyciężyć detalizm życia. Trzeba nam wielkiej myśli i śmiałej drogi, abyśmy umieli łączyć sprawy Boże ze sprawami ludzkimi (Hymn Exsultet z Wielkiej Soboty). Gdy podniesiemy poziom naszego wykształcenia religijnego, i to otrzymamy.

Im bardziej jesteśmy wyspecjalizowani (nasza wiedza zadowala się specjalizacją), tym nasza wiedza o Bogu musi być głębszą. Człowiek musi mieć normy porządkujące jego wiedzę, aby nie zapędziła go ona w ślepy zaułek, abyśmy się nie poczuli w ciemności.

Wielcy mężowie, choćby byli ludźmi olbrzymiej wiedzy, muszą żyć Bogiem i prawdą objawioną. Tą drogą prowadzi nas Kościół. W swym życiu liturgicznym każe nam przeżywać objawioną prawdę rok po roku. To nas wiąże i wyprowadza z wąskiej specjalności na szeroką drogę Bożą, gdzie sprawy ludzkie i sprawy boskie są zespolone.

Szukajmy Boga w swym sercu. My Go szukamy najczęściej poza sobą, w księgach, archiwach, bibliotekach i pracach doświadczalnych. Szukajmy Go w swym sercu, tam Go odnajdziemy. W miarę, jak zagłębiamy się w tajniki przyrody, widzimy, jak „skończone” dotyka „nieskończonego”. Ale trzeba, aby Światłość prawdziwa przewodniczyła synom światłości. Trzeba sięgnąć do ludzkiego serca, tej syntezy rozumu, wspaniałej wiary, dobrej woli i miłości.

Bez miłości nie ma prawdy, nie ma wiedzy, nie ma mądrości. Jam jest prawdą (J 14,6), ale też Deus Caritas est (1 J 4,16). Bóg jest Mądrością, Bóg jest Miłością. Większa ponad wiedzę szlachetną, ale mającą granicę – jest miłość (1 Kor 13,13).

Wszystko wasze, dzieci, niech się dzieje w miłości.

Amen.

Kardynał Stefan Wyszyński – Prymas Polski

Homilia wygłoszona do naukowców,

Warszawa, 21 marca 1959 r.

 

Źródło: NON POSUMUS.PL

Foto: POLISH CLUB ONLINE.ORG

Zobacz także
Kościół konieczny jest do zbawienia
Niech nasza Ojczyzna pozostanie wolna i katolicka, dostatnia i szczęśliwa

Zostaw komentarz

Treść*

Twoje Imię*
Strona www

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.