NAMYSŁY

Przyszłość ma na imię Polska

Dziękuję wam bardzo serdecznie. Dziękuję, że stworzyliście taką wspaniałą atmosferę. Dziękuję, że przyjechaliście z tak daleka, tak wielu ludzi przesiąkniętych tą samą ideą co ja. Bardzo serdecznie wam dziękuję i witam. Witam wszystkich tych, z którymi w ostatnich tygodniach spotkałem się na moich spotkaniach w prawie 70 powiatach. Witam was serdecznie na tej sali i dziękuję, że przyjechaliście. Ale równie serdecznie witam tych, których dopiero odwiedzę.

Wszyscy ci, u których jeszcze nie byłem, mogą na mnie liczyć. Kandydat na prezydenta odwiedzi ich na pewno, bo przyszły prezydent powinien odwiedzić wszystkie zakątki swojego kraju, powinien zobaczyć całą Polskę i powinien spotkać się z Polakami. Proszę państwa, chciałem powitać tutaj na tej sali niezwykle gorąco osoby mi najdroższe, najbliższe. Chciałem przywitać moich rodziców – moją mamę i mojego tatę, którzy są tutaj razem z nami – dziękuję wam. Ale z największą radością chciałem powitać dzisiaj na tej sali dwie kobiety mojego życia – moją żonę i córkę. Agatko i Kingo, dziękuję, że przyjechałyście, że jesteście dzisiaj ze mną. Witam władze PiS z panem prezesem Jarosławem Kaczyńskim na czele i z panią prezes Beatą Szydło, której dziękuję za to piękne powitanie. Witam was wszystkich i dziękuję za przyjaźń, którą tutaj przynieśliście. Witam was na tej sali, ale również witam wszystkich tych, którzy są w sali obok, bo tutaj się nie zmieścili, a przybyło ich tyle, że trzeba było uruchomić dodatkową salę i tam stoją teraz przed telebimem. Dziękuję, dziękuję za to, że jesteście. Nawet nie wiecie, ile znaczy dla mnie dziś w tym tak ważnym dla mnie dniu wasza obecność.

Szanowni państwo, 10 lat temu tu, w Warszawie, nie w tej sali, w Sali Kongresowej, na środku sceny stał prof. Lech Kaczyński i ogłosił, że będzie ubiegał się o urząd prezydenta RP. To było 19 marca 2005 r. Pan prezydent Lech Kaczyński szedł po prezydenturę, mając przeświadczenie wizji państwa. Państwa sprawiedliwego dla wszystkich, państwa, które równo traktuje swoich obywateli. Chciał dla Polaków Polski silnej, takiej, która będzie w stanie obronić najsłabszych i nie będzie musiała bać się silnych. Chciał, żeby w życiu publicznym, tym które wszystkich nas dotyczy, i w życiu codziennym zwyciężała w naszym kraju uczciwość, a nie cynizm i draństwo, jak mówił. Okazało się, że to nie była tylko jego idea. Okazało się wtedy, że tego samego pragnęło wielu Polaków i dlatego wbrew sondażom, które pojawiały się prawie do samych wyborów, pan prof. Lech Kaczyński stanął i wygrał, zwyciężył wtedy i zaczął zmieniać Polskę.

Ale jego misja nie została zakończona. Nie dokończył swojego dzieła. I dziś, proszę państwa, ja wierzę i wierzę w to z całego serca, że Polacy oczekują tego, że tamto dzieło zostanie podjęte na nowo, że Polska znów będzie się zmieniać w Polskę sprawiedliwości, w Polskę uczciwości, w Polskę równych szans, w Polskę, która dostrzega każdego swojego obywatela. Wierzę w to głęboko. Nie było mnie wtedy z wami w 2005 roku, kiedy występował pan prezydent. Nie było mnie z wami, bo byłem wtedy zwykłym pracownikiem naukowym na Uniwersytecie Jagiellońskim i tamtą wielką konwencję widziałem tylko – tak jak większość Polaków – w telewizji. Cieszyłem się wtedy akurat świeżo obronionym doktoratem. Byłem pełen przekonania, że Polska będzie się zmieniała, poszedłem głosować na prof. Lecha Kaczyńskiego, poszedłem głosować na PiS jako zwykły wyborca i nie spodziewałem się wtedy ani przez moment, że moje życie już niedługo tak diametralnie się zmieni. I proszę państwa to jest niesamowite, jakie chwile niesie w sobie nasz los. Wtedy pracowałem naukowo, można powiedzieć, że miałem w życiu szczęście, bo spotykałem dobrych i uczciwych ludzi. Takim człowiekiem na pewno był i jest mój opiekun naukowy na uczelni – pan profesor Jan Zimmermann, szef mojej katedry. To dzięki profesorowi zaangażowałem się w pracę naukową, bo zdecydowałem się na to jeszcze jako student, zapragnąłem razem z nim współpracować, a on przyjął mnie pod swoje skrzydła i opiekował się mną cały czas aż do momentu, dopóki nie obroniłem pod jego kierunkiem pracy doktorskiej. Panie profesorze, dziękuję panu za to serdecznie. Dziękuję także mojemu uniwersytetowi. Dzisiaj mam tę wielką okazję, żeby to powiedzieć – dziękuję. Byłem wtedy przekonany, że nadal będę robił karierę naukową. Byłem wtedy przekonany, że poznam Lecha Kaczyńskiego, kiedy będzie mi wręczał nominację profesorską, być może w drugiej swojej kadencji. Ale, proszę państwa, stało się zupełnie inaczej.

Ja nigdy nie planowałem zostać politykiem, nigdy nie miałem takich ambicji. Chciałem zostać prawnikiem, profesorem, prowadzić dalej swoją kancelarię – tak jak każdy młody człowiek, który w Polsce chce się rozwijać. Miałem wtedy 33 lata, wierzyłem w to, że dzięki swojej pracy zarobię pieniądze, że będę mógł godnie utrzymać rodzinę. Tak było i to realizowałem, kierując się tym, co mówili mi rodzice, co mówił mi w czasie długich spacerów w Starym Sączu mój dziadek: żyj uczciwie, pracuj ciężko, a zobaczysz, że życie cię nie zawiedzie, że Opatrzność będzie nad tobą czuwała i bądź pewny, że będzie ci się wiodło. Ale równocześnie mój tata zawsze gdzieś tam po cichu mówił do mnie: bądź gotowy do służby dla Polski w każdej chwili. Kiedy to mówił, a powtarzał to wielokrotnie, uśmiechałem się tylko. I to jest tak jak z powołaniem, powołanie przychodzi nagle, kiedy się wcale nie spodziewasz i nagle cię dotyka i wtedy już wiesz, że to jest właśnie twoja droga. Ta moja droga zaczęła się w 2006 r., kiedy rozpocząłem współpracę z Klubem Parlamentarnym PiS jako ekspert prawny. To ten mój doktorat mnie do tego doprowadził i przekonanie, że Polska może być zmieniana na lepsze i wiara w to, że ja dzięki temu przygotowaniu i wykształceniu, które otrzymałem od UJ, od moich profesorów, jestem jednym z tych, którzy są zdolni to zrobić. Ten doktorat i ta droga zaprowadziła mnie do Ministerstwa Sprawiedliwości, a potem zaprowadziła mnie do mojego prezydenta – do pana prof. Lecha Kaczyńskiego.

I nie tylko poznałem prezydenta i jego małżonkę Marię, wspaniałą pierwszą damę, kiedy wręczał mi nominację na ministra w swojej kancelarii, na swojego jak mówił głównego prawnika. Ale poznałem także idee państwa polskiego, którą on w sobie nosił, idee konstrukcji tego państwa, ideę tego, jak to państwo powinno być zbudowanie, jak powinno funkcjonować i jak powinno być reprezentowane. I znów miałem szczęście, bo trafiłem na człowieka, który był absolutnie wyjątkowy. Trafiłem na człowieka, który był mężem stanu. Trafiłem na człowieka, który miał prawdziwą wizję. Człowieka, jakiego drugiego w Polsce nie było. Ale kiedy czasem ktoś ze znajomych pyta się mnie: Andrzej, dlaczego zgodziłeś się kandydować na urząd prezydenta RP, to odpowiedź jest następująca. Otóż 8 kwietnia 2010 r., dwa dni przez tragedią smoleńską, lecieliśmy z panem prezydentem samolotem tym małym Jak-iem rządowym z Wilna do Warszawy. Był już późny wieczór i rozmawialiśmy w tzw. prezydenckiej salonce. Pan prezydent już rozluźniony po spotkaniach z prezydent Litwy, Paweł Wypych, mój przyjaciel w kancelarii, i ja. I pan prezydent opowiadał o czasach I i II „Solidarności”, bardzo lubił te opowieści, one były niezwykle ciekawe, bo pokazywały historię taką, jakiej nie piszą w podręcznikach. Opowiadał nam o ludziach, o zdarzeniach, przekładając je na obecne czasy i pokazując, jak zmieniała się Polska i kto w jaki sposób potem się w tej III RP pokazał z tych, którzy wówczas razem wszyscy mienili się opozycją wobec komunizmu, wobec zniewolenia, w którym Polska była. W pewnym momencie na moment spojrzał w okno, po czym odwrócił się znów do nas i powiedział: ja już mam swoje lata i moje pokolenie będzie powoli odchodzić, ale wtedy, kiedy to będzie się działo, to na was spocznie ciężar prowadzenia dalej polskich spraw. Myśmy się wtedy z Pawłem zaśmiali: panie prezydencie, kiedy to będzie? Dwa dni później nie było już pana prezydenta, nie było także Pawła. Kiedy przypomniałem sobie o tym, kiedy już opadły te największe emocje po 10 kwietnia, to wtedy zrozumiałem, że nie ma już dla mnie innej drogi i dlatego właśnie stoję tu dziś przed państwem!

Szanowni państwo, ubiegam się o urząd prezydenta RP, dlatego że wierzę w to, że Polsce znów jest potrzebna prezydentura aktywna. Prezydentura, która będzie korzystała z konstytucyjnych możliwości i która będzie realizowała swoje konstytucyjne obowiązki. Jestem co do tego przekonany, dlatego że wiem, jak dziś wygląda państwo polskie i znam treść tych obowiązków. Podstawowym obowiązkiem prezydenta RP jest dbanie o Naród, dbanie o społeczeństwo, dlatego że to prezydent jako jedyny w Polsce otrzymuje od Narodu swój mandat. To jest mandat dany przez całe społeczeństwo i z tym mandatem wiążą się nie tylko uprawnienia dla prezydenta konstytucyjne, ale także i obowiązki. Tym podstawowym obowiązkiem prezydenta jest dbanie o sprawy społeczeństwa, jest otwartość na sprawy społeczeństwa, jest uważanie na krzywdę ludzką, jest bronienie społeczeństwa przed wszystkimi niekorzystnymi zmianami, także takimi niekorzystnymi zmianami, które chcą wprowadzić rządzący. Także takimi niekorzystnymi zmianami, które przechodzą przez polski parlament. To jest wielki obowiązek prezydenta, obowiązek, który wymaga odwagi! Prezydent nigdy nie powinien się godzić na podpisanie ustaw, które uderzają w całe społeczeństwo. Prezydent nigdy nie powinien się godzić na to, aby finanse publiczne, budżet, ratowane były kosztem najuboższych. Głowa państwa ma stać na straży dobra społecznego, ma stać na straży Rzeczpospolitej Polskiej, a Rzeczpospolita Polska to jej naród! Prezydent Bronisław Komorowski nigdy nie powinien był podpisywać ustawy podwyższającej wiek emerytalny wszystkim Polakom do 67. roku życia, nigdy nie powinien był się na to zgodzić. I ja chcę jasno dzisiaj z tego miejsca zapowiedzieć i zawrzeć umowę: jeżeli Andrzej Duda zostanie prezydentem, jeżeli Polacy mnie wybiorą, jednym z pierwszych projektów aktów prawnych, jakie w ramach swojej inicjatywy ustawodawczej wniesie do Sejmu prezydent, będzie ustawa przywracająca poprzedni wiek emerytalny.

Szanowni państwo, to będzie prezydentura otwarta, otwarta na sprawy społeczne. Pałac Prezydencki nie będzie zamknięty, prezydent nie będzie siedział pod żyrandolem, ja mam za dużo energii, żeby w jednym miejscu siedzieć. To nie będzie prezydentura obaw i politycznego kunktatorstwa, obaw przed społeczeństwem, które protestuje przeciwko niekorzystnym zmianom. Ile grup społecznych reprezentatywnych przywożących ze sobą setki tysięcy milionów podpisów były w Warszawie przez ostatnie prawie 5 lat? Ile? Miliony ludzi, miliony Polaków miały oczekiwanie wobec dzisiaj rządzących, ale i wobec prezydenta RP. Czy prezydent ich przyjął? Czy rozmawiał? Czy szukał z nimi dialogu? Nie, zawsze tylko podpisywał te ustawy, które przynoszono mu z Sejmu, które przeprowadzał rząd Donalda Tuska, a teraz przeprowadza rząd premier Kopacz. To jest rola prezydenta? Prezydent notariusz rządu? Szanowni państwo, ja takiej prezydenturze mówię nie! I zapowiadam Polakom: ja będę współpracował z każdym rządem, który prowadzi działania proobywatelskie. Ja będę jako prezydent RP współpracował z każdym rządem, który chce tworzyć nowe miejsca pracy po to, żeby stwarzać szanse w Polsce dla młodych ludzi. Nie tylko chce, ale przede wszystkim takim, który będzie przygotowywał odpowiednie ustawy. Dzisiaj takich działań nie ma. Dzisiaj miejsca pracy w Polsce się likwiduje! Zlikwidowano polskie stocznie, ostatnio chciano zlikwidować kopalnie.

To nie jest polityka, którą mógłby zaakceptować prezydent RP, to nie jest odpowiedzialność za sprawy państwa. To jest służenie rządowi, który w tych sprawach jest przeciwko Narodowi. Nie waham się tego powiedzieć. Przypomnijcie sobie państwo 2006 rok. Prezydentem jest już prof. Lech Kaczyński. Protestują górnicy, w koalicyjnym rządzie jest PiS. Prezydent się nie waha, gdy górnicy wybierają się na Warszawę – podejmuje nocne rozmowy nie jako strona sporu, ale jako arbiter, jako ten, który szuka dialogu, jako ten, który szuka porozumienia w obrębie polskiego społeczeństwa. Bo rząd ma Narodowi służyć i jest częścią tego Narodu. I takie porozumienie było, wypracował je wtedy Lech Kaczyński wspólnie z rządem i górnikami. Dziś prezydent nie włącza się w żadne negocjacje, mimo wezwań. Dziś prezydent mówi, że on się nie będzie opowiadał po żadnej ze stron. A przecież, proszę państwa, nikt tego od niego nie oczekuje. Nikt nie oczekuje, że stanie po jednej stronie. Wręcz przeciwnie – Polacy oczekują właśnie roli arbitra, odpowiedzialnej, spokojnej, z otwarciem, z zaproszeniem do Pałacu Prezydenckiego, z dostrzeżeniem problemu, z powiedzeniem: proszę państwa, przyjdźcie, ja także wezmę na siebie współodpowiedzialność za rozwiązanie tego sporu. Bo taka jest rola prezydenta RP. Usiądźmy razem w Pałacu Prezydenckim, porozmawiajmy, na pewno znajdzie się rozwiązanie. Górnicy nie będą musieli zostawać na dole, ich żony i dzieci nie będą musieli w trwodze przychodzić pod kopalnie. Ludzie na Śląsku nie będą musieli wychodzić na ulicę, stoczniowcy nie musieliby płakać za utraconymi miejscami pracy.

Szanowni państwo, byłem niedawno w Szczecinie. Stałem pod bramą stoczni, na której wisi wielka zardzewiała kłódka. Objechałem podszczecińskie powiaty, w każdym z tych powiatów upadł zakład pracy, który pracował dla stoczni. Dziesiątki tysięcy ludzi łącznie straciło pracę. Dzisiaj w oczach mieszkających tam ludzi widać rozpacz za pracą, której nie mają, widać rozpacz za dziećmi, które wyjechały. Widać rozpacz z powodu bezrobocia i emigracji ojców czy matek rodzin. Bo za tym stoi rozpad rodziny, bo za tym stoi bardzo często nieszczęście, bo za tym stoi bardzo często zagubienie się dzieci w życiu. Dziś trzeba Polskę zawrócić z tej równi pochyłej. To nie jest ważne, proszę państwa, że statystyki może wskazują na to, że Polska się rozwija. Urząd Statystyczny publikuje różne dane, ale ja słucham Polaków, także tych młodych. W zeszłym roku opublikowano sondaż, z którego wynika, że 80 proc. polskich maturzystów nie widzi dla siebie perspektywy w naszym kraju i nosi się z zamiarem wyjazdu. Dzisiaj jest wielkim zadaniem dla ludzi władzy w Polsce odpowiedzieć na pytanie, w jaki sposób zawrócić Polskę z tej równi pochyłej, bo to jest dzisiaj największe zadanie, jakie stoi przed władzą.

Szanowni państwo, Polska jest w trudnym czasie na skutek działań rządu premier Ewy Kopacz, na skutek wieloletniego braku dialogu, bez wezwań ze strony prezydenta, aby ten dialog się toczył. A przecież prezydent powinien czuwać nad przestrzeganiem Konstytucji, a w artykule 20 jest wyraźnie napisane, że ustrój gospodarczy RP powinien opierać się na dialogu. Tego dialogu nie ma! I wiele silnych grup społecznych dzisiaj po latach mówi nie. Dzisiaj na Warszawę chcą jechać rolnicy, dzisiaj na Warszawę chcą jechać związki zawodowe. Tych ludzi zrozpaczonych swoją trudną sytuacją, zaniepokojonych o swój byt, rolników, którzy mówią, że niedługo będą zlicytowani ze wszystkiego, bo nie są w stanie spłacać kredytów, nazywa się dzisiaj podpalaczami Polski. Czy można sobie wyobrazić większą bezczelność?! Co zrobił prezydent RP wobec trwającego od kilku lat na polskim i europejskim rynku kryzysu rolnego? Co zrobił wobec spadających cen płodów rolnych, zbóż, owoców, warzyw i wszystkiego, co rolnik może wyprodukować? Czy chociaż raz publicznie zabrał głos w ważnych dla rolników sprawach? Czy był w Brukseli po to, żeby walczyć o wyrównanie dopłat bezpośrednich dla rolników? Czy był w Brukseli po to, żeby rozmawiać z możnymi Unii Europejskiej o tym, aby polscy rolnicy dostali należne im rekompensaty związane z embargiem rosyjskim? Czy cokolwiek zrobił w tej sprawie? Nie, proszę państwa. Nic nam o tym nie wiadomo, żeby prezydent cokolwiek zrobił w tej sprawie. Prezydent ogranicza się w sprawach rolnych w sprawach rolników tylko i wyłącznie do dożynek w Spale. To nie jest godne głowy państwa. Dożynki w Spale to podsumowanie ciężkiej pracy nie tylko rolników, ale także prezydenta RP. To nie tylko ludowy festyn, to symbol od czasów II RP, symbol jedności z prezydentem i tymi, którzy żywią i bronią. Dziś tej jedności nie ma i rolnicy swoimi protestami wyraźnie to pokazują.

Szanowni państwo, jeżeli Polacy wybiorą mnie na prezydenta RP, będę pochylał się nad każdą grupą społeczną, bo wiem, że taki jest obowiązek prezydenta. Będę walczył o sprawy rolników. Będę walczył w obronie polskiej ziemi, zaraz po tym, jak zostanie ogłoszony wynik wyborów prezydenckich. I jeżeli Polacy mnie wybiorą i zostanę zaprzysiężony na prezydenta RP, zostanie przygotowany projekt chroniący polską ziemię. W sytuacji gdy ograniczenia jej obrotu mają być zniesione 1 maja 2016 r., jest to pilny projekt. Dziś polska ziemia wymaga ochrony, to jest nie tylko interes polskich rolników. To także interes naszego państwa, bo nie ma straszniejszej sytuacji niż moment, w którym jakiś naród budzi się rano i już nie jest we własnym państwie, bo państwo, które nie jest jego własnością, nie jest jego państwem. To samo dotyczy polskich lasów. Dziś podejmuje się różne zakusy w kierunku ich prywatyzacji, dziś podjęto już zakusy w kierunku osłabienia przedsiębiorstwa Lasy Państwowe. Do czego ma to prowadzić? Do tego, żeby za kilka lat powiedzieć, że jest ono nierentowne i trzeba je sprywatyzować. Nie będzie na to zgody prezydenta RP – nigdy! Przedwczoraj mieliśmy w Warszawie bardzo ważną debatę na temat sytuacji w polskiej służbie zdrowia i tego, jak ratować Polaków przed tą straszną sytuacją, w jakiej wielu z nich, tych chorych i najsłabszych, dzisiaj się znajduje. Niestety, nikt tej debaty nie transmitował, to jest nasza dzisiejsza rzeczywistość, jedyna transmisja była w TV Republika. Były kamery wszystkich głównych mediów, ale nikt tej debaty nie pokazał. A byli na niej profesorowie, eksperci, przedstawiciele stowarzyszeń lekarzy, pielęgniarek i innych zawodów medycznych, byli na niej specjaliści z zakresu organizacji służby zdrowia. Nie było tylko ministra Arłukowicza i nie było przedstawiciela prezydenta RP, chociaż dostali zaproszenie, ale nie przyszli. Może i dobrze, bo to, co usłyszeliby od ekspertów, na pewno nie poprawiłoby im nastroju – tak przecież ostatnio dobrego.

Szanowni państwo, można naprawić Rzeczpospolitą, do tego potrzebna jest dobra i uczciwa władza. Tę władzę można będzie zacząć zmieniać już od 10 maja br. – niech ta data będzie datą historyczną! Szanowni państwo, ktoś powie – prezydent nie jest w stanie sam zmienić Polski. Oczywiście, że nie jest w stanie sam zmienić Polski, ale musi wierzyć w to, że zmiana jest możliwa. A ja głęboko w to wierzę i nie będę sam. Zaraz, jeżeli Polacy wybiorą mnie na urząd prezydenta RP, przy moim urzędzie zostanie powołana Narodowa Rada Rozwoju. Wejdą w jej skład eksperci, praktycy, ekonomiści i specjaliści od gospodarki, samorządowcy, lekarze, pielęgniarki, wszyscy ci, którzy naprawdę znają się na ważnych dziedzinach życia publicznego. Będziemy dyskutowali, będziemy rozmawiali o tym, jak przywrócić Polskę na drogę rozwoju, będziemy wypracowywali projekty ustaw. I prezydent Rzeczpospolitej Polskiej będzie te projekty przedstawiał – nie tylko Sejmowi, ale także Polakom. Bo dla prezydenta RP to Polacy mają być najważniejsi i tak się będzie działo! I wierzę głęboko w to, że właśnie dzięki takiej polityce, dzięki nowej władzy – bo ta po prawie 8 latach już dostatecznie pokazała, że nic dobrego w Polsce nie zrobi, że nie będzie tworzyła nowych miejsc pracy, że nie stworzy perspektywy dla młodych ludzi. Wierzę w to, że właśnie ta nowa władza zawróci Polskę z równi pochyłej na drogę rozwoju, że wreszcie powstaną ustawy, które zaczną odbudowywać przemysł, że wreszcie powstaną ustawy, które będą tworzyły nowe miejsca pracy. Że wreszcie powstaną programy, które będą sprzyjały przedsiębiorcom, a nie będą ich niszczyły, a nie będą budowały Polski tylko dla wybranych, gdzie są tacy, co 2,5 roku mogą nie płacić podatków, ale jeżeli są przyjaciółmi władzy, jeżeli władza ciągnie ich samolot przez lotnisko, to mogą sobie pozwolić na wszystko! W przeciwieństwie do reszty Polaków.

Ja wierzę w to, że jesteśmy w stanie Polskę zmienić, żeby takie feudalne zwyczaje wreszcie z niej zniknęły. Żeby nie było w Polsce takich, którzy są nietykalni, którzy nie ponoszą za nic żadnej odpowiedzialności. A ostatnie 8 lat to brak jakiejkolwiek odpowiedzialności, bo nie było odpowiedzialności za zniszczenie polskich stoczni, bo nie było odpowiedzialności za aferę Amber Gold, bo nie było odpowiedzialności za wiele innych afer, które w Polsce się zdarzyły. A ja państwu chcę głośno powiedzieć: nie ma władzy bez odpowiedzialności w konstytucyjnym państwie! I my ten porządek konstytucyjny musimy wreszcie w Polsce przywrócić.

Szanowni państwo, mówią mi czasem na spotkaniach: „Proszę pana, przecież tego się nie da zrobić, pan mówi o reindustrializacji kraju, że trzeba odbudować przemysł, ale przecież to jest nierealne. Niech pan popatrzy na Polskę”. Ja patrzę na Polskę, ale ja patrzę także na Polaków i ja wiem o tym, bo widziałem, jak pracował prezydent, który Polskę miał naprawdę na sercu, prezydent dla którego Polska solidarności pomiędzy swoimi obywatelami, Polska, w której władza rozumie obywateli i dba o ich interesy, była najważniejsza. To powinna być prezydentura, która odpowiada na potrzeby społeczne, ale jest także i odważna – również na arenie międzynarodowej. I potrafi walczyć o to, co się naszemu krajowi należy – o szacunek, o posłuchanie i o to, aby rozumiano, że zrównoważony rozwój musi dotyczyć także Polski. A Polska dzisiaj tego zrównoważonego rozwoju ogromnie potrzebuje. I ten zrównoważony rozwój właśnie oznacza odbudowę polskiego przemysłu. Także przy wykorzystaniu środków europejskich, ale przede wszystkim naszego krajowego potencjału.

I tym, którzy mówią, że tego nie da się zrobić, ja odpowiadam krótko: nie szukajcie państwo przykładów na świecie, popatrzcie na nas. Jesteśmy synami naszych ojców, wnukami naszych dziadków i pradziadków. To oni w 1918 r. doprowadzili do odzyskania niepodległości. To oni odbudowali Polskę ze zgliszcz, z niebytu! To oni przez niespełna 20 lat swoimi rękami potrafili zbudować Gdynię, miasto i port, potrafili zbudować Centralny Okręg Przemysłowy i wiele innych zakładów, w których pracę znalazło tysiące Polaków. I Polska rozwijała się w dobrym kierunku. I ja mówię dzisiaj wszystkim: Polacy potrafią, my też potrafimy, to da się zrobić, tylko trzeba w to wierzyć i trzeba wygrać!

Przyszłość ma na imię Polska!

Andrzej Duda  – kandydat na prezydenta RP, przemówienie wygłoszone podczas wyborczej, Warszawa, 7 lutego 2015 r.

Na podstawie: naszdziennik.pl

Zobacz także
Tworzenie społeczności chrześcijańskiej
Brońcie z mocą prawa Boga do człowieka

Zostaw komentarz

Treść*

Twoje Imię*
Strona www

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.