NAMYSŁY

To jest epoka świeckich (2)

>> To jest epoka świeckich. Dlatego jeśli nie uda nam się zmobilizować sił i talentów ludzi Boga, jeśli nie zachęcimy ich by byli świadomymi i aktywnymi w ich apostolskiej roli, wtedy będą olbrzymie obszary współczesnego społeczeństwa niedotknięte przez prawdę Ewangelia. << (Droga nadziei s. 293 i 334) 

Koniec 1976 r. zapisał się jako początek długich lat skrajnej biedy pod każdym względem: psychicznym i fizycznym. Był to także okres, kiedy przez cierpienie i opuszczenie przez wszystkich, Franciszek zrozumiał, iż jest powołany do życia w większej intymności z Jezusem Opuszczonym. Był w całkowitym odosobnieniu, nie mógł dłużej głosić Ewangelii słowem wypowiadanym lub pisanym. W tym momencie jego posługi duszpasterskiej został wezwany do głoszenia  Ewangelii konkretnie, radykalnie – poprzez swoje życie. Pamiętał o  radach swojej mamy: >> Módl się, by Twoje życie zawsze podobało się Bogu. <<

W książce: „Pięć chlebów i dwie ryby” tak wspomina te ciemne momenty  swojego życia: >> Cierpiałem długie 9 lat w więziennym odosobnieniu. Każdego dnia widziałem tylko dwóch strażników. Przeżywałem psychiczne tortury, absolutną pustkę, bezczynność. W mojej ciasnej celi chodziłem tam i z powrotem od rana do nocy,  bo inaczej mógłbym zostać sparaliżowany przez artretyzm. Byłem na skraju szaleństwa. Pewnej nocy usłyszałem głos, mówiący do mnie z głębi serca: „Franciszku, dlaczego tak się męczysz?  Musisz nauczyć się rozróżniać Boga samego od Jego dzieł. Bóg chce, abyś zostawił wszystko, co cię dręczy i złożył to natychmiast w Jego ręce i Jemu zaufał. Wybrałeś Boga, a nie Jego dzieła.” Na początku strażnicy nie odzywali się do mnie. Na moje pytania odpowiadali tylko „tak” lub „nie”. To było naprawdę smutne. Chciałem być miły i uprzejmy, ale to było niemożliwe, bo oni odrzucali moją życzliwość. Nie miałem nic, co mógłbym im dać. Byłem więźniem, nawet moje ubrania były opatrzone napisem „reedukacja”. Co mogłem zrobić? Pewnej nocy pojawiła się myśl:  „Franciszku, przecież ty jesteś bardzo bogaty. Masz miłość Chrystusa w swoim sercu.  Kochaj ich tak samo jak Jezus ciebie kocha. Od następnego dnia zacząłem ich kochać, kochać Jezusa w nich. <<

Zrozumiał, że został posłany, aby zaświadczyć o obecności Boga w tym morzu beznadziei, by być znakiem krzyża, świadczyć miłość tam, gdzie jest tylko nienawiść, świadczyć ufność, gdy jest tylko oszustwo. To stało się jego nową misją, jego nową diecezją. Został powołany do jej ewangelizowania. Walczył, czasem upadał, ale zaczynał od nowa, aż sztuka kochania zaczęła przynosić owoce.

W czasie oficjalnego  otwarcia jego procesu  beatyfikacyjnego, jeden ze strażników więziennych dał świadectwo chrześcijańskiej miłości, której doświadczali. Kiedy kardynał Peter Kodwo Appiah Turkson zapytał go, co najbardziej pamięta z tamtych dni, odpowiedział, że stało się dla niego jasne to, że ten więzień prawdziwie naśladował Jezusa, w którego wierzył. Franciszek ćwiczył się w sztuce kochania każdego dnia. W sztuce miłości, którą Jezus głosił, i która jest źródłem piękna i fascynującego życia chrześcijańskiego. Wyprzedzać miłość innego, kochać każdego, kochać nieprzyjaciół, kochać w czynie i kochać życie. Wspominał tamte dni jego życia, jako chwile światła dla niego, rozważając czym jest świadectwo chrześcijanina. Mówił m.in.: >> miłość przygotowuje drogę do głoszenia Ewangelii. <<

Po wyjściu z więzienia w mediach często pytano go: >> Jaka to była ta tajna broń, która sprawiała, że ​​zostałeś przy zdrowych zmysłach i potrafiłeś kochać w tych beznadziejnych latach. Większość ludzi wychodzących z więzienia przeważnie jest pełna nienawiści, chęci zemsty i goryczy. Często też tracą sens życia.<< Jego odpowiedź była zawsze ta sama:  >> To Eucharystia i modlitwa, dzięki którym  spotykałem się  z Bogiem. <<

W czasie rekolekcji w Wielkim Poście w 2000 roku, w Kurii Rzymskiej, dzielił się refleksjami. >> W więzieniu, czułem w bijącym moim sercu, Serce Chrystusa. Czułem, że moje życie było Jego życiem. Eucharystia stała się dla mnie i dla innych chrześcijan tam ukrytych podnoszącą na duchu Obecnością pośród wszystkich naszych trudności. Jezus był adorowany potajemnie przez chrześcijan, którzy mieszkali ze mną, tak jak to się często działo w innych obozach XX wieku. W obozie reedukacyjnym byliśmy podzieleni na grupy po 50 osób, spaliśmy na wspólnym łóżku, a każdy miał prawo do 50 cm powierzchni. Było ze mną 5 katolików. O 21:30 musieliśmy wyłączyć światło i każdy musiał iść spać. I właśnie wtedy pochylałem się nad łóżkiem, aby odprawić Mszę św. z pamięci i rozdawałem Komunię świętą pod moskitierą. Robiliśmy nawet małe torebki, używając papieru po paczkach papierosów, aby przechować w nich Najświętszy Sakrament i przesłać Go oczekującym. Jezus w Hostii był zawsze ze mną w kieszeni mojej koszuli. Tą drogą w ciemność więzienia weszło światło paschalne i jak nasiona zaczęło kiełkować w ziemi w czasie burzy. Więzienie zostało przekształcone w szkołę katechetyczną. Katolicy chrzcili współwięźniów i zostawali ich rodzicami chrzestnymi. <<

Franciszek  wykorzystywał wszelkie możliwości, aby dzielić się z tymi, których spotykał, wyzwalającą mocą Eucharystii. To jest moc uwalniająca ludzi od nienawiści, od przemocy, od lęku, od egoizmu, jednocząca,  pocieszająca i odpowiadająca na najgłębsze pragnienia serca. Wskazywał również, że Jezus daje siebie ludzkości i my też musimy dawać chleb życia innym, służąc naszym braciom i siostrom. Ludzie mówili mu: >> Ojcze, w więzieniu  musiałeś mieć dużo czasu, aby się modlić << . Odpowiedział im:  >> To nie było tak proste, jak ktoś myśli. Pan pozwolił mi przeżywać wszystkie moje słabości, moją fizyczną i psychiczną kruchość. Były dni, kiedy czułem się tak wycieńczony przez zmęczenie i choroby, że nie mogłem wypowiedzieć żadną modlitwę. <<  Kochał krótkie i proste modlitwy: Magnificat…, Ojcze, przebacz im…, W Twoje ręce…, Że mogą być one…, Bądź miłościw mnie grzesznemu…, Pamiętaj o mnie, gdy przyjdziesz do swego królestwa.

W książce „W drodze nadziei” napisał: >> Twój czas modlitwy,  to czas intymności z Bogiem, który jest naszym Ojcem. Modlitwa, to nie pisanie eseju, to czas na serce, nie na głowę. Nie wytężaj mózgu, nie skrob głowy nad tym, jak masz zwracać się do Boga. << I dalej: >> To nie z lenistwa Maria siedziała cicho u stóp Pana.

Maryja wybrała lepszą część. Słuchała Pana i pozwoliła Jego słowom przenikać jej serce i duszę (…) Co może być bardziej aktywne niż wewnętrzna odnowa i transformacja. << Modlitwa według niego, to kontemplacja, adoracja Pana. Oddawanie Mu wszystkiego, co do nas należy. Naszego życia, naszych tęsknot, naszych bliskich. To ufność w Jego miłość.

W listopadzie 1988 roku Franciszek został zwolniony z więzienia, ale nie mógł opuszczać rezydencji biskupa w Hanoi. Posługa biskupia była mu zakazana. Stolica Apostolska czyniła wiele starań, aby mógł pracować w parafii, nawet w parafii w tak odległym miejscu, jak na granicy z Chinami. Wszystkie jednak wysiłki były kategorycznie odrzucone. W 1989 r. został poproszony o opuszczenie Wietnamu na jakiś czas. Wyjechał do Australii, aby odwiedzić naszych rodziców w drodze do Rzymu. Wrócił  z powrotem po kilku miesiącach, mając nadzieje na zmianę. Postawa reżimu, jak wszyscy wiemy, nie uległa zmianie. W 1991 r. Franciszek został wydalony, otrzymując tylko wizę wyjazdową. Od 1991 do 1994 r. wynajmował pokój w małym hotelu w Rzymie, prowadzonym przez wietnamskie siostry zakonne, Służebnice Krzyża. W tym czasie głosił rekolekcje i pisał. Był również poproszony o pomoc organizacji katolickiej, zajmującej się pomocą uchodźcom w świecie. W 1994 r. został mianowany wiceprzewodniczącym Papieskiej Rady Sprawiedliwości i Pokoju, której przewodniczącym został w 1998 r.

Patrząc wstecz na jego życie od dzieciństwa do śmierci, jestem tak głęboko wzruszona faktem, że jego pokorne „fiat” , które dał Bogu w wieku lat 13 zapoczątkowało długą drogę w kierunku coraz głębszego spotkania z Bogiem. Wszystko to jest ogromnym źródłem radości, ponieważ nie tylko przypomina nam, ale i przekonuje, że nie jest ważne jakie jest nasze skromne „fiat” , ale, że to  łaska Boża, która przekształca  je w cuda. Wszystkie jego doświadczenia życiowe jako dziecka, osoby żyjącej między dwoma wojnami światowymi, jako kapelana więzienia, jako biskupa w kraju rozdartym wojną, jako więźnia, jako pierwszego świadka  doświadczającego ludzkiej nędzy, zła w każdej postaci – wszystkie te doświadczenia towarzyszyły mu aż do Rzymu,  do Papieskiej Rady Sprawiedliwości i Pokoju. Ministerium, które prowadził w sercu Kurii Rzymskiej w służbie sprawiedliwości i pokoju, utwierdziło w nim przekonanie, że wszyscy jesteśmy powołani, aby >> dać światu świadectwo społeczności, w której nie tylko wiara jest przeżywana wspólnie, ale także wszelkie radości i smutki, gdzie również dobra duchowe i materialne są dzielone. Służba ta wzywa mnie do złożenia świadectwa, że ciało Chrystusa jest naprawdę „ciałem za życie świata”. <<

Ukoronowaniem jego życia było wydanie dokumentu pod tytułem „Nauki społeczne Kościoła”. Opracowanie to było bliskie  jego sercu i umysłowi, rozpoczął i zakończył, lecz nie doczekał wydania publikacji. Był w pełni świadomy, iż tak się stanie. Z ufnością zostawił wszystko w rękach Boga. Wybrał Boga, a nie Jego dzieła. Franciszek został wyniesiony do Kolegium Kardynalskiego w 2001 r. W tym samym czasie wykryto u niego rzadką postać raka żołądka. Zmarł w wieku 74 lat, w dniu 16 września 2002 r. Jego proces beatyfikacyjny został oficjalnie otwarty w 2010 r, a już w lipcu 2013 r. pierwszy etap beatyfikacyjny będzie zamknięty. Oczekuję na decyzję Kongregacji do spraw Świętych w nadziei i modlitwie.

Podsumowując, chciałabym zapoznać was z następującymi strofami napisanymi obozie reedukacji, bo one najlepiej opisują duszę, życie i pragnienia François Xavier Nguyễn Văn Thuận’a:

Ojcze, głęboko w to wierzę, żeś powierzył mi misję,
Wyrytą całkowicie Twoją miłością.
Ty przygotowałeś tę drogę dla mnie.

Nie zaprzestanę przygotowywać się ,
I będę stanowczy w mojej decyzji.
Tak, to postanowiłem

Aby stać się cichą ofiarą.
Będę służył jako narzędzie
W rękach Ojca.
Ofiaruję moje cierpienie,
Chwila po chwili,
Przez moją miłość do Kościoła.
Oto jestem, jestem gotowy.

 

W tym roku wiary i w 50. rocznicę Soboru Watykańskiego II, prowadź Panie  Kościół i daj każdemu i wszystkim nam odwagę,  bycia gotowymi i zjednoczonymi ludźmi, abyśmy głosili Słowo naszym życiem, byśmy byli gotowymi do ponownego wprowadzenia  Ciebie w miejscach, w których Cię zapomniano, aby przywrócić  Ciebie ludzkości tak kochanej przez Ciebie, i która należy do Ciebie. 

Elizabeth Nyugen

PRZECZYTAJ POPRZEDNIĄ CZĘŚĆ ARTYKUŁU

Zobacz także
Katolicy muszą uczestniczyć w wyborach!
Błąd naszych czasów: religia jako prywatna sprawa
Komentarze (1)

Zostaw komentarz

Treść*

Twoje Imię*
Strona www

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.