NAMYSŁY

Pójdźmy i wstąpmy na Górę Świętą

Gdy stajemy na tym miejscu, przypominamy sobie słowa zachęty dane nam przez Ducha Bożego: „Pójdźmy, wstąpmy na Górę Świętą”. Przychodzimy tu dzisiaj z hołdem do Bogurodzicy Dziewicy, Królowej nieba i ziemi, i do Królowej Polski, do Tej, o której liturgia Kościoła mówi, że „dana jest ku obronie Narodu polskiego”, ku obronie całego ludu, w kraju i za granicą. Dlatego czujemy wśród siebie obecność wszystkich naszych braci, pracujących w kraju na roli, w fabrykach czy kopalniach, oraz tych, którzy żyją i pracują poza granicami Ojczyzny. Dzisiaj bowiem modlimy się również za naszych rodaków, rozproszonych po całym globie ziemskim.

CO OZNACZA KRÓLOWANIE MARYI Z JASNEJ GÓRY

Uroczystość Królowej Polski jest nadto dniem naszego oddania się Maryi na Jasnej Górze za Kościół święty w Ojczyźnie i na świecie. Pamiętamy w tak wielkim dniu, że czcimy przede wszystkim Bogurodzicę. To Matka Boga Człowieka, Matka Kościoła i Matka nasza! Przychodzimy tutaj, aby uczcić Matkę. Słyszeliśmy przed chwilą słowa Ewangelii. Maryja dana jest nam przez Chrystusa jako Matka nasza. Z woli Syna Bożego Matka Boga Człowieka stała się Matką wszystkich – a w Polsce ponadto jest dana ku obronie Narodu, jest nie tylko Matką, ale i Królową.

Jasna Góra to miejsce Jej królowania. Wszyscy bowiem wiemy z historii Polski, że w okresie największej trwogi i zagrożenia Ojczyzny, Jasna Góra była początkiem wyzwolenia Narodu. „Potop szwedzki” zamienił się w wielką chwałę Maryi, którą król Jan Kazimierz w dalekim Lwowie ogłosił Królową Polski. Wiązało się to ściśle z Jasną Górą, ze zwycięstwem ojca Augustyna Kordeckiego i garstki obrońców Jasnogórskiej twierdzy. Od tego momentu nastąpiła przedziwna przemiana w Narodzie, powiał nowy duch, a wszyscy wierzyli, że stało się to przez przyczynę Pani Jasnogórskiej. Ogłoszenie królewskie w Katedrze Lwowskiej miało ogromne znaczenie – było powiązaniem Lwowa i całej Ojczyzny z Jasną Górą, wskazaniem, że odtąd Jasna Góra ma stać się stolicą duchową Polski.

Co oznacza królowanie Maryi na Jasnej Górze? Jasna Góra to miejsce władania Królowej. To Ona rządzi, Ona wybrała sobie to sanktuarium, w którym przez sześć wieków Obraz Jej jest czczony i w którym przez Jej przyczynę zyskujemy dla naszego Narodu wielkie łaski. My zaś wszyscy – którzy tutaj pracujemy czy tu przychodzimy – czujemy się Jej dziećmi, Jej sługami i niewolnikami. Jasna Góra to własność Królowej Polski. To nie jest zwykły klasztor, chociaż jest on własnością Zakonu – lecz miejsce Jej służby. Wszyscy tu przychodzący, żyjący tutaj i tu pracujący, są na służbie Maryi.

A służba Pani Jasnogórskiej to słodka niewola. Mówił o tym Akt Episkopatu Polski z roku 1966. Episkopat świadom, jak wiele zawdzięcza Służebnicy Pańskiej, która oddała się całkowicie na służbę zamiarom Stwórcy, na służbę Chrystusowi, Kościołowi, biskupom, kapłanom, nam wszystkim – oddał Naród w Jej macierzyńską niewolę za wolność Kościoła. Wtedy zaczęło się to nasze związanie się z Maryją, które nazywamy niewolą. Jest to zaszczytna niewola, niewola wyzwalająca, która przywraca wewnętrzną, duchową wolność i swobodę.

Władanie Królowej Polski, Pani Jasnogórskiej oznacza nie tyle zwierzchnictwo na modłę świecką, co życie z wiary, miłość macierzyńską, pełniejsze zjednoczenie się z Chrystusem. Gdy sobie to uświadomimy; zaczynamy od razu rozumieć, co to znaczy być w niewoli Najświętszej Panny, co to znaczy, że słudzy Królowej Polski są przede wszystkim Jej niewolnikami. Niewolnictwo to, czyli zależność nasza od Maryi, wyraża się w naśladowaniu Jej.

Nie wystarczy bowiem głosić, że jesteśmy niewolnikami Maryi. Trzeba naśladować Ją we wszystkim, a więc w duchu żywej wiary i gorącej miłości Boga i ludzi, w coraz głębszym i pełniejszym zjednoczeniu każdego z nas z Chrystusem, żyjącym w Kościele, w którym i Ona jest obecna. Słudzy stają się niewolnikami. Lecz niewola u Boga oznacza władanie, królowanie, triumf, wolność dzieci Bożych. Im bardziej jesteśmy własnością Boga, tym bardziej jesteśmy wolni, swobodni.

SŁUDZY I NIEWOLNICY KRÓLOWEJ POLSKI NAŚLADUJĄ SWOJĄ MATKĘ I KRÓLOWĄ

Słudzy Królowej Polski to niewolnicy naśladujący swoją Królowę i Matkę. A jak możemy Ją naśladować?

Służebnicę Pańską, oddaną całkowicie zamiarom Bożym, naśladujemy przez siłę w wierze. O Maryi powiedziano: „Błogosławiona, któraś uwierzyła”. I każdy z nas czuje to szczególne błogosławieństwo wiary. Spotykając się w imię Chrystusa w Kościele Bożym, odczuwamy, że zachodzi między nami nadprzyrodzona więź wspólnoty i braterstwa. Wiemy, kim jesteśmy, kogo miłujemy i wyznajemy, wiemy dokąd dążymy Tę błogosławioną świadomość wspólnoty daje nam jedna wiara, jeden chrzest, jedne sakramenty święte, jeden Pan i Zbawca nasz, Jezus Chrystus. Jakże daleko bardziej czujemy się związani z Chrystusem i Jego Kościołem, gdy wiemy, że Matka Chrystusowa jest Matką Kościoła i naszą.

Naśladując Służebnicę Pańską, mamy stawać się coraz bardziej silni w wierze. W ten sposób rodzi się nasza odpowiedzialność za zbawienie nas samych. Zapewne, zbawia Chrystus żyjący w Kościele, ale On nie chce nas zbawiać jako bezwolne stworzenia, lecz jako istoty rozumne. Stąd osobisty wysiłek silnych w wierze, by każdy z nas wiedział, że wiara, którą posiada jest wielkim przywilejem, łaską, wyróżnieniem, dobrocią Stwórcy.

Osobista odpowiedzialność za dar wiary ma więc istotne i podstawowe znaczenie w naszym związku z Maryją, której chcemy być niewolnikami. Jak Ona poddała się woli Ojca i oświadczyła: „Oto Ja służebnica Pańska”, a przez to stała się Niewolnicą zamiarów i planów Bożych, tak my naśladując Matkę Chrystusową w Jej silnej wierze, stajemy się coraz bardziej związani z Nią niewolą, która jest wolnością dzieci Bożych.

Odpowiedzialni jesteśmy również w duchu żywej wiary za rodzinę chrześcijańską – za wszystkie rodziny w naszej Ojczyźnie i za naszą rodzinę domową. Jesteśmy też odpowiedzialni za Kościół Chrystusowy, który prowadzi nas do Ojca Niebieskiego. Ale Kościół siłą tego nie dokona, oczekuje naszego współdziałania. Musimy poddać się w posłuszeństwie pełnym, wynikającym z żywej wiary i miłości nauce Ewangelii i przykazaniom Bożym. Ojcu świętemu, biskupom i kapłanom, aby życie nasze płynęło z wiary. W tym wyraża się nasza odpowiedzialność za Kościół.

Episkopat Polski, w obecnym Roku Wdzięczności przygotowanie na sześciowiecze pobytu Obrazu Matki Bożej na Jasnej Górze wiąże z odpowiedzialnością za Kościół. Słyszeliśmy na ten temat listy biskupów, czytane ze wszystkich ambon. Zapytajmy dziś siebie, czy staraliśmy się zrozumieć co to znaczy odpowiedzialność za Kościół? Czy nie składamy tej odpowiedzialności na kapłanów w parafii, na biskupa w diecezji, na żonę i dzieci, a sami chodzimy swoimi drogami? Pamiętajmy, że chociaż ludzie mogą nam pomóc w drodze do Boga, jednakże my sami musimy prostować ramiona, podnosić się i dźwigać na sercu, musimy obudzać w sobie akty wiary i miłości, naśladując w tym Matkę Chrystusową.

Słudzy Królowej Polski to niewolnicy, którzy otrzymują wolność dzieci Bożych przez miłość Boga i ludzi. To jest pierwsze i najważniejsze przykazanie miłości – potwierdził to sam Chrystus. Pamiętajmy, że można mieć silną wiarę, a jednak może zawodzić w nas miłość Boga i ludzi. Znani jesteśmy z naszej religijności. Z różnych strony przyjeżdżają ludzie, aby widzieć rzesze modlących się Polaków. Ale to nie wystarczy, Najmilsze Dzieci Boże! Nie wystarczy, gdy widzą nas jak się modlimy. Pokażmy jak żyjemy, jak postępujemy, jak wygląda każdy dzień naszego życia – w rodzinie, w parafii, w diecezji, w hucie, w warsztacie pracy, na roli, w kopalni, w fabrykach, w urzędach czy szkołach.

Przez miłość Boga, której wzorem jest Matka pięknej miłości, Maryja, stajemy się społeczeństwem żyjącym w ładzie społecznym. Dzisiaj tak dużo mówi się i pisze o bezładzie w Polsce. Zastanawiają się ludzie, dlaczego u nas jest tyle bałaganu. przecież to Naród wierzący. Zapewne, ten tak zwany nieład nie zależy tylko od każdego z nas. To jest niemalże zbiorowy nieład. Ale dlaczego on jest? Dlatego, że uważając się za chrześcijan, katolików, bardzo często zapominamy, że z tym łączy się poczucie rodzinności. My mamy mieć świadomość rodzinności nie tylko w naszym domu, gdzie żyje ojciec, matka i dzieci. To jest rodzina, niewątpliwie, to najbardziej podstawowa komórka życia społecznego. Bez rodziny nie ma narodu, tak jak bez narodu trudno sobie wyobrazić zdrowe, porządne państwo. W rodzinie rodzi się naród i wychowuje się poczucie ładu społecznego. Ale wszystkie rodziny tworzą rodzinę rodzin – naród!

Niedawno ktoś nawet mało zorientowany w zasadach wiary powiedział, że najbardziej nieprzygotowana do swoich zadań rodzina, lepiej jeszcze wychowuje, aniżeli najlepsi pedagodzy w domach dziecka, czy w domach poprawczych. Tak powiedział ateista, którego zadaniem jest głoszenie zasad laicyzacji, który głosi ateizm czyli bezbożność. A jednak przyznaje, że bez rodziny, bez „witaminy M” – witaminy miłości, nie można wychować do życia i współżycia w ładzie społecznym. Tylko miłość Boga i ludzi prowadzi do ładu społecznego.

Przykład życia rodzinnego stworzył nam Ojciec Niebieski w Nazaret, gdy ustanowił dla swojego Syna Matkę i Opiekuna Świętej Rodziny. Z jej życia płynie niezwykłe odczucie pokoju, ona jest prawzorem dla każdej rodziny chrześcijańskiej.

U podstaw naszego życia społecznego, narodowego i państwowego, musi więc leżeć poczucie rodzinności i odpowiedzialności. A życia rodzinnego nie można wypracować bez chrześcijańskiej miłości Boga i ludzi.

Z poczuciem rodzinności łączy się też poczucie służebności. Służebność to przede wszystkim świadomość, że korzystamy z pomocy ludzi, którzy nas otaczają. A sprawiedliwość zamienna wymaga, abyśmy czerpiąc pomoc od innych, sami również poczuwali się do niesienia jej otoczeniu, chociażbyśmy do tego nie byli wzywani. Służebność podyktowana jest współzależnością. Istniała ona nawet w życiu Jezusa i Maryi. Maryja była poddana woli Bożej, podporządkowała się jej jako Służebnica Pańska. Ale Jej podporządkował się dobrowolnie Jezus Chrystus. Gdy wrócił ze Świątyni Jerozolimskiej do Nazaret, był poddany i posłuszny Maryi i Józefowi.

Współzależność pogłębia się tym więcej, im bardziej nasze życie społeczne, zawodowe, polityczne, narodowe i religijne jest złożone. Nawet Kościół Chrystusowy nazywa się rodziną dzieci Bożych, nawet w Kościele istnieje współzależność, bo istnieje nasza więź z Chrystusem przez Ojca świętego, przez biskupów i kapłanów. Nie ma zdrowego ładu nawet w życiu religijnym, jeśli nie ma ducha posłuszeństwa i świadomości współzależności. Uczy nas Kościół w nauce o świętych obcowaniu, że im więcej w każdym z nas jest darów łaski Bożej i cnót chrześcijańskich, tym lepiej służymy otoczeniu, tym większe wartości wnosimy do życia społecznego. Po tym poznają wartość naszego życia. Może być życie pełne zasług, a może być życie bezużyteczne; mogą nas wspominać mile po naszej śmierci, a mogą nas przeklinać i cieszyć się, że nareszcie umarł ten okropny człowiek, który sam nie miał szczęścia i innym spokoju nie dał.

Współzależność nakazuje nam, abyśmy doświadczając pomocy od innych ludzi, spieszyli im z pomocą, chociażby nam za to nie płacono. Tak przyzwyczailiśmy się do tego, że pracę i pracowitość łączymy z wynagrodzeniem. Ale nawet gdyby nam nie płacono za pracę, mamy obowiązek poddać się prawu pracy, bo jest ono ustanowione przez Stwórcę.

Niedawno święciliśmy święto Józefa Pracownika, nazwanego w liturgii „opifex” – „rzemieślnik”. Rzeczywiście nim był. Nawet Chrystusa nazywali ludzie „Filius fabri” czyli „Synem rzemieślnika”, nie wiedzieli bowiem, że jest On Synem Bożym, a Józef jest tylko Jego opiekunem. Jednakże to prawo, ustanowione przez Stwórcę, nie zostało podyktowane tylko niezbędnym wprawdzie, obowiązkiem zdobywania dla rodziny środków koniecznych do jej utrzymania. To jest coś więcej, to nakaz rozwoju naszych zdolności, nakaz naszej moralnej postawy i ładu duchowego.

Musimy odzwyczaić się od tego, by wymiar naszej pracy uzależniać li tylko od wymiaru świadczenia, czy też zarobku. Ludzie bowiem zabijają się przez nieumiarkowany trud i wysiłek, którym poddają się kierowani chęcią szybszego „dorobienia się”. A tymczasem praca ma przede wszystkim znaczenie rozwoju wartości osobistych. Taki przykład pracy dał święty Józef i Jezus Chrystus pracujący w warsztacie Józefa. Pracowitość więc musi się łączyć z naszym poczuciem odpowiedzialności i służebności.

Z pracowitością musi się łączyć ofiarność. Bez postawy wyrzeczenia się siebie, opanowania swoich złych skłonności i upodobań, nie ma rzetelnej pracowitości. Ofiarność zresztą, jest również nakazem chrześcijańskiego życia. Przykład dał nam Jezus Chrystus, gdy sam był Ofiarnikiem i Ofiarą. A jakże wzruszającą ofiarę złożyła Matka Najświętsza, gdy swojego umiłowanego Syna oddała na krzyż Ojcu Niebieskiemu!

I Wy, Matki i Ojcowie, nie możecie wypełnić swojego zadania rodzinnego bez ducha ofiarności, poświęcenia i wyrzeczenia. Możecie pracować najbardziej wydajnie, w poczuciu współzależności i służebności, ale pamiętajcie, że owoce tej pracy muszą być również po chrześcijańsku użyte. Jest w Polsce wielu ludzi, których dochody i zarobki są bardzo wysokie, ale ile z tego się marnuje, niszczeje! Ludzie upadają ze znużenia, zarabiają wiele, ale też i marnują wiele.

Owoc pracy musi być użyty po chrześcijańsku. Musi służyć przede wszystkim dla zaspokojenia potrzeb własnej rodziny, dla przygotowania młodego pokolenia do życia i wypełnienia przyszłych zadań, a również jako pomoc dla tych, którzy pracować nie mogą, nie są zdolni sami sobie poradzić, jako pomoc naszej Ojczyźnie i instytucjom opieki społecznej. Tak wiele jest braków w tej dziedzinie, bo zanikła w nas ofiarność i duch oszczędności. Ile marnują ludzie, zwłaszcza przez nietrzeźwość, alkoholizm. Już nie chcę dzisiaj o tym mówić, bo to są tak bolesne rany naszego życia społecznego i domowego, że ból ściska serce, gdy się o tym myśli. Ilu ludzi zabija się w pracy po to, by potem niszczyć i marnować dorobek swej pracy, przeznaczając go na alkohol.

Wspomniane przeze mnie wartości i cnoty, dzięki miłości Boga i ludzi, tworzą ład społeczny. Przykładem jest Matka Chrystusowa, która dala wzór rodzinności, służebności, ofiarności, pracowitości, trzeźwości i oszczędności. My słudzy Królowej Polski i Jej niewolnicy, naśladując Maryję przez siłę w wierze, przez miłość Boga i ludzi, przez zjednoczenie z Chrystusem w Kościele, tworzymy prawdziwy, Boży ład społeczny.

ZESPOLENIE NA RODU W IMIĘ MARYI JASNOGÓRSKIEJ

Rozważania nasze snujemy w dniu, w którym wspominamy również zobowiązanie, jakie uczynił Episkopat Polski tu, na Jasnej Górze, oddając Naród w macierzyńską niewolę Maryi Służebnicy Pańskiej, za wolność Kościoła i Ojczyzny. Wołamy z tego miejsca zawsze: „Sursum corda” – „W górę serca”. Wstępujemy na Górę Świętą, na której możemy nauczyć się jeszcze większego zjednoczenia i zespolenia religijnego i narodowego.

Przykład dala nam Matka Najświętsza w „Magnificat”, gdy śpiewając natchniony hymn, ujawniła swoją wrażliwość nie tylko. na sprawy osobiste – „gdyż uczynił jej wielkie rzeczy, który możny jest i święte imię Jego”, ale również na sprawy społeczne. Radowała się bowiem z tego, że Dobry Bóg łaknących i pragnących napełnił dobrami, a bogaczy puścił z torbami, doprowadził więc do wyrównania społecznego. Przez to Maryja pouczyła nas, że człowiek nie może być obojętnym na potrzeby innych ludzi. Życie religijne ma to do siebie, że wiąże i z Bogiem, i z ludźmi.

Tutaj, u stóp Jasnej Góry, skąd poszło hasło – „zwyciężył Bóg przez Panią Jasnogórską”, przeżył Naród nasz prawdziwe zespolenie. Wici zwycięskie poruszyły cały kraj. Religia chrześcijańska, wiara w Boga i cześć do Maryi, stały się nową mocą, nowym powiązaniem, źródłem nowej energii duchowej dla całego Narodu. Widzieliśmy to nieraz w naszych zrywach narodowych – wspomnę chociażby Konstytucję 3 Maja. Dzień dzisiejszy jest nie tylko świętem Królowej Polski, ustanowionym przez Kościół na prośbę Episkopatu Polski jako wspomnienie Ślubów Królewskich we Lwowie, ale i rocznicą niezwykłego zrywu narodowego, jakim była Konstytucja, 3 Maja. Zapowiadała ona wyzwolenie, wyrównanie społeczne i ład w Polsce. Chociaż Ojczyzna nasza pozostawała w tak trudnej sytuacji, jednak ujawniła możliwość wyzwolenia i wydobycia się bez niczyjej pomocy – własnymi siłami, własnymi zdolnościami i talentami. Obyśmy i dzisiaj pamiętali, że nie znamy czekać na pomoc ani z prawa, ani z lewa. Sami sobie mamy radzić i zaradzać potrzebom!

Zespolenie całego Narodu w imię Matki Najświętszej widzimy również w postawie naszych rodaków, którzy powędrowali w dalekie kraje – do Ameryki Północnej, Stanów Zjednoczonych czy Kanady, do Ameryki Południowej, do Australii, na północne wybrzeża Afryki, do Azji Zachodniej i do tylu innych krajów. Dwóch polskich biskupów żyjących w Rzymie, nawiedzając te odległe zespoły kolonijne Polaków, stwierdzają, że wszyscy oni wynieśli przedziwną więź – cześć dla Matki Bożej Jasnogórskiej. Wszędzie znakiem narodowej więzi dla nich jest Matka Chrystusowa, Pani Jasnogórska. Ile próśb zanoszą Polacy z emigracji do nas: przyślijcie nam obraz Matki Bożej Częstochowskiej! Ile kościołów wznieśli oni w dalekich krajach – ostatnio w Australii – ku Jej czci! Polonia zagraniczna wiąże swoje nadzieje życiowe – doczesne i wieczne, ze Świętą Bożą Rodzicielką, Świętą Bożą Wspomożycielką, Panią Jasnogórską, daną ku obronie Narodu polskiego.

Moglibyśmy mnożyć przykłady jak Królowa Polski, Pani Jasnogórska stała się przedziwnym powiązaniem całego naszego Narodu. Wystarczy przytoczyć słowa arcybiskupa Felińskiego, który w roku 1864 wywieziony był do dalekiej Rosji i żył tam przez dwadzieścia lat na wygnaniu. Przed wyjazdem z Warszawy powiedział: „Jestem pewien, że gdyby cześć Maryi osłabła w polskim Narodzie, byłoby to dla Polski ciosem śmiertelnym, podcięciem korzeni życia duchowego”. I to jest prawda.

Czujemy wszyscy do dziś dnia, że cześć Maryi w naszej Ojczyźnie jest szczególnym powiązaniem nie tylko religijnym i duchowym – przez wiarę i miłość, przez zjednoczenie z Chrystusem żyjącym w Kościele – ale społecznym, rodzinnym i narodowym. Słusznie więc nazywamy Maryję „Królową Polski”.

Kończymy nasze rozważania nawiązaniem do dzisiejszej modlitwy, w której wołamy do Boga, aby religia w Polsce cieszyła się spokojem, bo wtedy i Ojczyzna cieszyć się będzie bezpieczeństwem i wolnością. Oto jeszcze jeden dowód powiązania wartości duchowych, chrześcijańskich z wartościami narodowymi. Święto Królowej Polski, chociaż ma wybitne wymiary religijne – czcimy przecież Bogurodzicę – niemniej jednak ma ono również znaczenie narodowe, ojczyste. Wspominamy w tym dniu wielkie dokonania, wielkie dzieła i łaski, udzielone naszemu Narodowi przez przyczynę Matki i Królowej naszej.

Stojąc więc dzisiaj u stóp Jasnej Góry, wołamy do siebie: „W górę serca!” – „Pójdźmy i wstąpmy na Górę Świętą!” Podnośmy serca nasze, wyzwalajmy się z bezładu duchowego, chciejmy wierzyć, że Naród polski, silny w wierze, związany przez gorącą miłość, zjednoczony z Chrystusem żyjącym w Kościele, zdolny jest nie tylko prowadzić do nieba, ale i na tej ziemi zabezpieczyć Ojczyźnie pokój, ład i porządek moralny, wzajemne poczucie bezpieczeństwa, miłości, szacunku i braterstwa, w duchu służby.

Niech więc przykład Służebnicy Pańskiej zachęci nas do tego, aby poczucie służebności było dla nas źródłem pełnego i całkowitego oddania się Tej, która stała się dobrowolnie Niewolnicą na służbie planów i zamiarów Bożych.

Nasza więź z Bogiem, choćby niewolnicza, jest naszym wyzwoleniem. Niewiara pogłębia niewolę, ale wiara i miłość Boga pogłębia wolność dzieci Bożych. W tym duchu zanośmy nasze modlitwy i wołania przez Matkę Chrystusową i Królowę Polski do Chrystusa, aby prawdziwie na naszej ziemi „religia cieszyła się bezpieczeństwem, a Ojczyzna wolnością”.

Sługa Boży Kardynał Stefan Wyszyński – homilia wygłoszona podczas Mszy św. w Uroczystość Najświętszej Maryi Panny Królowej Korony Polskiej – Jasna Góra – 3 maja 1978 r.

Na podstawie: nonpossumus.pl

Zobacz także
Patriota – człowiek z wyobraźnią niepodległości
Szczęście pochodzi tylko z miłości

Zostaw komentarz

Treść*

Twoje Imię*
Strona www

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.