NAMYSŁY

To nie jest film o Kmicicach

W sumie to nie wiem do czego zacząć. Czasami pisze się cykle felietonów, ale to wtedy przypomina powieść, którą można porównać do seriali, czyli że nie liczy się jakieś zakończenie i przesłanie, ale cała ekipa pracuje nad ciągiem dalszym. Takich tekstowych sitcomów jestem zdecydowanym przeciwnikiem. Zresztą to nie daje wolności zarówno piszącemu jak i czytelnikom. Rzeczywistość bloga jest o wiele jaśniejsza, lepsza bo spontaniczna. Nie zmusza zarówno autora, jak i czytelników do codziennych, czy cotygodniowych odwiedzin.

Tak na początek miało być o nowym papieżu, ale pozwólcie drodzy czytelnicy, że nie będziemy na razie dotykać tego tematu, bo o Franciszku piszą wszyscy i co gorsza Franciszka znają dogłębnie wszyscy. Poczekamy, aż znajdzie się inny temat zastępczy wówczas skieruję garść refleksji na temat nowego następcy św. Piotra.

A dziś w dobie nadchodzącej wiosny udałem się do zaśnieżonej, jak cały Wałbrzych, Victorii, żeby obejrzeć film o losach mieszkańców jednej z polskich wsi, wywiezionych na Syberię. W sumie to nie bardzo wiedziałem czego się spodziewać, podejrzewałem, że idę na ten film bez konkretnego nastawienia, jednak było inaczej. Film Syberiada polska nie tylko jest smutny. Można go raczej określić jako pesymistyczny, pozostawiający w widzu pewien niesmak, jednak umiejscowienie tego uczucia jest początkiem nowej refleksji. Nikt z nas nie lubi przegrywać. Czasami bywamy poniżani, ale to, co pozostaje to moc godności, która daje nam siłę do dalszego życia, do chodzenia z podniesionym czołem. Ten film ociera się o poczucie bezradności, bezsilności i braku nadziei, której doświadczyli jej autentyczni bohaterowie. Nie ma w sobie nic z epickich komiksów o bohaterstwie; to jest film o człowieku, któremu system odebrał nadzieję. Jesteśmy świadkami załamania polskiego żołnierza Jana. Załamania nie tylko nerwowego, lecz wydaje się, że jego moc sięga znacznie dalej. Podczas pierwszego spotkania z naczelnikiem obozu dowiaduje się, że nie będzie miał tam łatwego życia i tak też się dzieje. Zadziwiające jest to, że ów naczelnik dotrzymuje słowa i zarówno jemu samemu, jak i jego najbliższym nie daje spokoju. Jak feniks z popiołów pojawia się, aby zabrać resztki z trudem wysupłanej nadziei. Po godzinie film właśnie z tego powodu zaczyna nużyć, ponieważ chcielibyśmy jakiegoś pozytywnego zwrotu akcji, jakiegoś promyczka optymizmu, ale go tam nie ma.

Zbyt realistyczna jest ta fabularna opowieść. I nawet końcowa scena powrotu Jana z wojny do domu, nie jest w stanie zrekompensować bólu, który wycisnął swoje piętno na jego twarzy. Chylę czoło przed tymi, którzy przeżyli to i inne rodzaje piekieł i pozostali optymistycznie nastawieni do życia, zostawiając przeszłość właśnie nadziei, że nikogo więcej nie spotka to, co oni musieli przejść.

 

ks. Witold Baczyński 

Fot: Dziennik.pl

Zobacz także
Rodzina uprzywilejowanym miejscem spotkania w bezinteresownej miłości
Do serca Jezusowego

Zostaw komentarz

Treść*

Twoje Imię*
Strona www

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.