NAMYSŁY

Otwórzmy dla Niego nasze serca

Umiłowani w Panu Siostry i Bracia! Ciemność nocy rozrywa dziś, tak jak wówczas w okolicy Betlejem, powtórzone i nam przed chwilą w Ewangelii wołanie niebieskiego anioła: nie bójcie się! Oto zwiastuję wam radość wielką, która będzie udziałem całego narodu: dziś bowiem w mieście Dawida narodził się wam Zbawiciel. Wtedy usłyszeli ten głos i zobaczyli światłość chwały Pańskiej przebywający w polu, w pobliżu Betlejem, palestyńscy pasterze, o których mówi nam Ewangelia, że właśnie trzymali straż nocną nad swoją trzodą. Pasterze usłyszeli głos Boga i ujrzeli jasność Pańską, bo czuwali, bo byli ludźmi czuwającymi, to znaczy ludźmi oczekującego serca, otwartego na Boga i drugiego człowieka.

Dziś każda i każdy z nas, którzy zgromadziliśmy się tej nocy w kościele, by świętować Boże Narodzenie, by czuwać, stajemy wobec tej samej tajemnicy. Ze stron czytanej nam Ewangelii popłynęła, kolejny już raz w naszym życiu, wiadomość i dla nas: dziś narodził się wam Zbawiciel. Czy my jednak, Kochani Siostry i Bracia, rozumiemy, czy jesteśmy świadomi, czy wiemy, co to wołanie tak naprawdę dla nas oznacza? A mówi nam ono, że Bóg przyszedł i przychodzi wciąż do nas, tak jak kiedyś, w określonym miejscu i czasie, przyszedł na ten ludzki świat. Bóg w Jezusie Chrystusie stał się człowiekiem. Przyjął nasze ludzkie ciało. Stał się do nas podobny we wszystkim, oprócz grzechu. Sobór Watykański II powie nam wprost, że właśnie w ten sposób poprzez wcielenie, czyli przyjęcie naszego ludzkiego ciała, naszego człowieczeństwa w pewien sposób zjednoczył się z każdym na tej ziemi człowiekiem. Bo przecież ludzkimi rękami wykonywał pracę, ludzkim umysłem myślał, ludzką wolą działał, ludzkim sercem kochał (…) stał się więc prawdziwie jednym z nas. Tak właśnie do nas we wszystkim podobny, a jednak wciąż przecież inny. Inny nie tylko dlatego, że może od nas bardziej ludzki, że wrażliwszy, że moralnie doskonalszy, że nieskończenie dobry, że bardziej troskliwy i czuły, że po prostu od nas wszystkich po ludzku lepszy. Inny – jak słyszeliśmy w przywołanym dziś w drugim czytaniu fragmencie z Listu Świętego Pawła Apostoła do Tytusa – bo wydał samego siebie za nas, aby odkupić nas od wszelkiej nieprawości. Jezus Chrystus dał swoje życie za nasze.

Umiłowani Siostry i Bracia!

Pomyślmy, tego przecież nie może uczynić żaden człowiek. Człowiek nie może drugiego zbawić, czyli odkupić i wyzwolić od nieprawości. Owszem, możemy, kierując się jeszcze  serdecznym współczuciem i miłością, oddać swoje życie za drugiego, by go spróbować przed kimś ochronić, by go przed taką czy inną zagładą ocalić i ustrzec, by polepszyć naszą wspólną ludzką dolę i nasz wspólny ludzki los, by ktoś, wybrany i przeznaczony przez innych na unicestwienie czy śmierć, żył i istniał dalej. W ten sposób można bowiem oddać swoje życie za drugich, by ich w tym życiu ocalić, by kogoś przy życiu zachować. Nie można jednak nikogo zbawić, to znaczy nie możemy nikogo odkupić, czyli wyzwolić od jego grzechu i nieprawości. Owszem, to również prawda, można, a nawet przecież trzeba, walczyć o człowieka, i spróbować go przed grzechem ustrzec. Można, a nawet trzeba, gdy mamy taką szansę, gdy ktoś w naszej obecności czyni jakieś zło, upomnieć go, a może nawet – w konkretnej sytuacji – spróbować, i z sukcesem, przed takim czy innym złem kogoś powstrzymać. Nie można jednak innych po grzechu zbawić. Nie można też siebie samego zbawić. Można tylko, nie tracąc nadziei i wciąż wierząc, że jest przecież Bóg, oczekiwać zbawienia. Można więc wierzyć, oczekując – jak to nam przypomniał dziś w swym liście święty Paweł – błogosławionej nadziei i objawienia się chwały wielkiego Boga i Zbawiciela naszego, Jezusa Chrystusa. Tak właśnie oczekiwali zbawienia wszyscy prorocy. Tak wyglądali wyzwolenia i ocalenia, i w ciągu wieków je zapowiadali, przekonani, że wkrótce przyjdzie, że nadejdzie. Tak właśnie podtrzymywali nadzieję człowieka, zwiastując – jak słyszeliśmy dziś i proroka Izajasza – że w ludzkich ciemnościach ujrzymy światło. W czasie Adwentu nieraz słyszeliśmy utkane z tych nadziei słowa: widzę Go, lecz jeszcze nie teraz, dostrzegam Go, ale nie z bliska: wschodzi Gwiazda z Jakuba, a z Izraela podnosi się berło. I o to dziś, w tę świętą betlejemską noc, nam właśnie dane jest usłyszeć i zobaczyć coś więcej. Ukazała się bowiem łaska Boga – mówi Apostoł Paweł – która niesie zbawienie wszystkim ludziom. A zatem możemy dziś zobaczyć, że właśnie w Jezusie Chrystusie, w Nowonarodzonym w Betlejem, w Tym Niemowlęciu owiniętym w pieluszki i leżącym w żłobie, przyszedł do nas, do ludzi, właśnie Ten, który nas zbawił. Narodził się nam Zbawiciel. On bowiem zbawi swój lud od jego grzechów. Czy mogło być większe miłosierdzie dla nas, nieszczęsnych – pytał kiedyś święty Augustyn, biskup starożytnej Hippony – i wyjaśniał, nie tylko przecież swoim współwyznawcom, ale przez te zachowane słowa także i nam –   że to samo miłosierdzie sprawiło, że Pan świata przybrał postać sługi, do tego stopnia, że będąc chlebem cierpiał głód, będąc pełnym nasyceniem cierpiał pragnienie, będąc mocą stał się słaby, będąc zbawieniem został zraniony, będąc życiem mógł umrzeć [i za nas umarł]. A wszystko to dla zaspokojenia naszego głodu, dla ulżenia nam w skwarze, dla wzmocnienia naszej słabości, wymazania naszej nieprawości i rozpalenia naszej miłości.

Moi Drodzy!

Gdy tak właśnie myślimy o tej świętej nocy Narodzenia Pańskiego, o nocy, w której narodził się nam Zbawiciel, wówczas pewnie jakoś łatwiej nam będzie za papieżem Franciszkiem powtórzyć, że Boże Narodzenie jest w istocie świętem nieskończonego Miłosierdzia Bożego. W Jezusie Chrystusie Bóg objawia nam bowiem swe miłosierdzie. Odsłania przed nami swoje miłosierne oblicze. Ukazuje, do czego w istocie zdolna jest miłość Boga wobec nas słabych i grzesznych ludzi. Człowieczeństwo Jezusa, który się rodzi, jest dla nas niczym most, po którym Odwieczny idzie do człowieka, przychodzi do nas, właśnie tak i właśnie w ten sposób, albowiem Dziecię się nam narodziło, Syn został nam dany. Miłosierdzie Boga – dopowie nam jeszcze papież Franciszek – jest z kolei drogą, która łączy Boga z nami, w Jezusie Chrystusie nas łączy, bo otwiera nasze serce na nadzieję bycia kochanym na zawsze, pomimo ograniczeń naszego grzechu. W tym Nowonarodzonym mamy więc szansę poznać dobroć i czułość Boga. Mamy szansę rozpoznać Jego miłosierne oblicze. Ujrzeć Boską twarz pełną zatroskania o nas samych, i uwierzyć w tę miłość potężniejszą niż grzech, potężniejszą niż śmierć, potężniejszą niż zakrywające świat i ludzkość takie czy inne ciemności. Mamy szansę ujrzeć światłość wielką. I mamy szansę, Kochani Siostry i Bracia, pójść za tym światłem. Pójść drogą miłosierdzia i miłości. Mamy więc szansę przyjąć ofiarowane nam w Jezusie Chrystusie zbawienie i żyć prawdziwą nowością tego życia, które Jezus przynosi. Nie uczyni tego jednak ten, kto wciąż jeszcze, w dobrej czy złej wierze, przekonany jest, że sam siebie zbawi, i sam sobie i bez żadnej pomocy Boga przecież tak dobrze poradzi. W rezultacie myśli – napisał w swym orędziu na Nowy Rok papież Franciszek – że nic nikomu poza sobą samym nie jest winien i żąda dla siebie jedynie posiadania praw. Nie przyjmie od Jezusa daru życia ten, kto – jak mówił święty Paweł – konkretnie nie wyrzeknie się bezbożności i żądz światowych. Nie pragnie więc swego nawrócenia, bo nie chce tak naprawdę miłości. Musiałby bowiem, w jej imię, wziąć dosłownie na siebie słabości i trudności swoich sióstr i braci. Musiałby ich zauważyć, zainteresować się nimi i konkretnie im pomóc. Niektórzy ludzie – stwierdza papież Franciszek – wolą wiec nie szukać, nie pytać, nie widzieć, nie być poinformowani, bo żyją swoim dobrobytem i wygodą, głusi na krzyk bólu cierpiącej ludzkości. Nie otworzy się na zapowiadaną nam dziś w Słowie Bożym i zwiastowaną radość i wesele także i ten, kto wciąż jeszcze uważa, że jedyną miarą udanego życia jest sukces, posiadana władza, siła czy manifestowana przewaga nad innymi. Hodując i podsycając w swym sercu uczucie rywalizacji i przekonanie, że jest się o niebo lepszym od innych, udowadniając to na każdym kroku, wpada się niestety, jak to widzimy, w otwartą pułapkę podejrzliwości i nieufności. Niestety, wciąż tak dużo tych złych uczuć w naszym życiu osobistym i społecznym. Tak dużo tych postaw i takiego zachowania, które dosłownie zatruwają nasz wspólny dom. Niebezpieczne to i smutne.  Trudne nawet w ocenie i przeżywaniu, bo tak przecież jątrzące i eskalujące niepotrzebne podziały, wzajemne oskarżenia i pustkę. Jakież zło czynią słowa – ostrzegał nas papież Franciszek – które są powodowane uczuciami zazdrości i nienawiści! A jednak słyszymy, że nad mieszkańcami kraju mroków światło zabłysło.

Siostry i Bracia!

Betlejemska noc burzy bowiem ludzkie schematy i ma moc je zburzyć. Przypomina, owszem, i o obojętności, z jaką spotkali się Józef i Maryja, dla których nie było miejsca w gospodzie, i o okrucieństwie Heroda, dla którego nowo narodzony król żydowski stał się przecież doskonałym pretekstem do masowego mordu, i o wygnaniu, a więc o konkretnych uchodźcach znanych nam z imienia, o Maryi, Józefie i Jezusie, uciekających przed prześladowaniami do pobliskiego Egiptu. Ta święta noc mówi nam jednak nade wszystko i przypomina o solidarności. Najpierw tej, której twórcą jest sam Bóg, solidarny przecież z nami w swoim Synu i – jak to wyraził papież Franciszek – odpowiedzialny za nas aż do końca, aż do ofiarowanego nam zbawienia, do okazanego w Jezusie Chrystusie wielkiego miłosierdzia i przebaczenia, by naprawdę widzieć nas szczęśliwymi, pełnymi radości i pokoju. Bóg nie jest wobec nas obojętny. Jest z nami solidarny. I wzywa nas dziś, każdą i każdego nas, na miarę naszego powołania i zadania, które przed nami w życiu postawił, by pójść tą samą drogą: drogą miłości, solidarności i pokoju. W tę świętą noc spróbujmy usłyszeć to wezwanie. Otwórzmy dla niego nasze serca, nasze rodziny, nasze domy, nasze parafie, nasze wspólnoty i Ojczyznę naszą. W dobrych radach, w dobrym bycie, wspieraj jej siłę swą siłą; dom nasz i majętność całą, i wszystkie wioski z miastami, bo Słowo Ciałem się stało i mieszkało między nami.

Amen.

Ks. arcybiskup Wojciech Polak – Prymas Polski – homilia wygłoszona w trakcie Mszy św. pasterskiej w noc Bożego Narodzenia 2015 – Gniezno – Katedra.

Na podstawie: prymaspolski.pl     
Zobacz także
Zapragnijmy razem z Maryją pielęgnować Jezusa w swoich sercach
Kościół w Polsce nie ma zwyczaju opuszczać narodu

Zostaw komentarz

Treść*

Twoje Imię*
Strona www

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.